Aby wygrać musisz uciec

   „- (…) O
ile mi wiadomo, w Carthyi czeka młoda księżniczka, która ma obowiązek poślubić
króla, ktokolwiek by to był. Podobno jest bardzo ładna.
– Ale ty jesteś bardzo brzydki. Zlituj się nad swoimi
dziećmi. Nawet uroda księżniczki tego nie zrównoważy.”*
   Nadszedł
czas kiedy musisz podjąć decyzje, które nie dla wszystkich mogą być zrozumiałe,
niektórym wydają się zwyczajnie śmieszne, a może nawet i szalone. Masz jednak
swoje powody by nawet tym, którym ufasz wyjawić tylko tyle ile jest konieczne. Porywasz
się na coś naprawdę niebezpiecznego, jesteś świadom, że plan, który ułożyłeś ma
wiele wad, ale wiesz też, że to jedyna rzecz, która może uratować to na czym ci
zależy.
   Miesiąc po tym, jak Jaron osiadł na tronie
odbywa się ceremonia pogrzebowa jego rodziców. Nowy król jest świadom faktu, że
wszyscy przybyli nie opłakują umarłych tylko są na pokaz lub by oszacować jakim
on będzie władcą. Gdy trwa pogrzeb on udaje się do ogrodów gdzie atakuje go
były przyjaciel, Roden, który obecnie przystąpił do piratów i ma wiadomość dla
monarchy Carthyi. Musi oddać część swoich ziem oraz przybyć w ciągu dziesięciu
dni do pirackiego obozu, bo inaczej za dziesięć dni królestwo zostanie
zaatakowane. Co uczyni chłopak by ochronić swoich poddanych oraz przyjaciół?
Komu może ufać w tych nadchodzących ciężkich dniach?
   Zaledwie parę dni temu pisałam o pierwszej
części Trylogii władzy, a dziś mam już za sobą drugi tom tego jakże popularnego
i zachwalanego przez większość czytelników cyklu. Sama dołączyłam do tego grona
gdyż „Fałszywy Książę” wywarł na mnie ogromne wrażenie. Czy tak samo było z
„Królem uciekinierem”?
   Wydawało mi się że wiem czego mniej więcej
mogłam spodziewać się po twórczości Jennifer A. Nielsen, ale okazało się, że to
co zaserwowała w pierwszym tomie było dopiero początkiem. W tej części działo
się dużo więcej i jeszcze szybciej niż ostatnio. Akcja powieści wręcz gnała i
na każdym kroku zaskakiwała, nigdy nie byłam pewna co zastanę na kolejnych
stronach, bo sprawy w jednych chwili zmieniały się o trzysta osiemdziesiąt
stopni. Tak jak ostatnio całość była dopracowana w najmniejszym calu i chociaż
początkowo nic się takie nie wydawało, okazywało się logiczne oraz łączące
wszystkie elementy układanki razem. Autorka po raz kolejny nie szczędziła
humoru, drastyczności, realności jeśli chodzi o ludzkie zachowania. Kręciła i
zwodziła kiedy tylko mogła, podrzucała jakieś strzępy informacji i powodowała,
że w głowie krążyło mnóstwo pytań i domysłów. Najlepsze jednak jest to, że
„Król uciekinier” przebił pierwszy tom, że powieściopisarka kolejny raz
zaskakiwała i robiła to z wielkim rozmachem, ale zarazem luzem, bez sztuczności
czy też kreowania czegoś na siłę.
   Przy okazji czytania poprzedniego tomu
najbardziej zainteresował mnie główny bohater, nie inaczej było w tym przypadku.
Jego dwoistość natury była jak magnez. Z jednej strony nie słuchający nikogo,
złośliwy i arogancki biedak, a z drugiej książę o dobrym sercu i dbający o
sprawiedliwość oraz bezpieczeństwo. Chociaż wydarzenia poznawałam z jego punktu
widzenia to i tak nie raz mnie zaskoczył tym co odkrywał gdy według niego
nadszedł odpowiedni czas, było tak jak podejrzewałam, nieustannie mnie
zadziwiał i wprawiał w konsternacje. Jeśli chodzi o niego to jest on postacią
wręcz idealną. Podobało mi się, że tu nigdy 
nie można być pewnym bohaterów, nic nie jest czarne i białe, a w
człowieku może być zarówno dobro i zło. Nielsen odwaliła kawał dobrej roboty
przy ich tworzeniu.
   Nie napiszę niczego nowego jeśli chodzi o
„Trylogię władzy”. Może tylko tyle, że drugi tom czytałam jeszcze większym
zaciekawieniem niż pierwszy. Książka pochłonęła mnie bez reszty, fabuła
wciągnęła i zajmowała moje myśli do samego końca i z pewnością długo po
przeczytaniu „Króla uciekiniera” będzie mi je zaprzątać. Wszystko było dopięte
na ostatni guzik i przemyślane. Pomysłowość Jennifer A. Nielsen zaskakiwała na
każdym kroku, opisy miejsc, wydarzeń czy też zachowań idealnie oddawały klimat
utworu i sprawiały, że przeżywałam go całą sobą. Nic nie jest tu przewidywalne,
do tego napisane lekko i wymyślone od podstaw. Już dawno żadna powieść fantasy
nie wywarła na mnie tak pozytywnego wrażenia i szczerze mówiąc nie wiem jak uda
mi się wytrwać do premiery trzeciego tomu.
   Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić
obydwa dotąd wydane tomy. Powieści wciągają, sprawiają, że zapomina się o całym
świecie i ma się wrażenie, jakby samemu brało się udział w przebiegu wydarzeń.
Jena z lepszych, jeśli nie najlepsza trylogia z tego gatunku, którą mam (na
całe szczęście!) czytać. Rewelacyjna, naprawdę.
*cytat pochodzi z książki
Autor: Jennifer A. Nielsen
Tytuł: Król uciekinier
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 05 lutego 2014
Liczba stron: 372
Trylogia
władzy:
Fałszywy Książę | Król uciekinier
Książka
przeczytana w ramach wyzwań: Serie
na starcie

Ten post ma 4 komentarzy

  1. Nie znam trylogii, ale przyznam, że Twoja recenzja zaostrzyła mój apetyt

  2. Przede wszystkim super okładka! Mam do takich słabość :). A skoro i wnętrze ciekawe, to nie pozostaje mi nic innego, jak przeczytać.

  3. "Fałszywym księciem" byłam zachwycona, tutaj na pewno nie będzie inaczej 🙂

    Zapraszam na zrecenzowana.blogspot.com na taneczną recenzję 🙂

  4. Bardzo przyjemna przygodówka, cóż jeszcze rzec kto nie czytał, niech to szybko nadrobi.

Dodaj komentarz

Close Menu