“Dearest Clementine” Lex Martin

“Dearest Clementine” Lex Martin

Kiedy patrzę w lustro, nie podoba mi się to, co widzę. Na początku chodziło tylko o przeżycie – dotarcie na kolejne zajęcia, przyjście na czas do pracy, mieszkanie z obcymi ludźmi – ale teraz, kiedy rozpracowałam najważniejsze problemy, nadal zakładam zbroję, podczas gdy życie tak naprawdę przepływa obok mnie. I mimo że sama myśl o zbliżeniu się do Gavina sprawia, że sram w gacie ze strachu, to kiedy jestem blisko niego, przypominają mi się czasy, gdy żyłam beztrosko, lubiłam ryzykować i byłam dziewczyną, z którą inni lubili przebywać.*

Ból nie przemija, on na zawsze pozostaje z nami. Zakorzenia się w nas i tylko z czasem maleje tak, że możemy zacząć żyć albo chociaż funkcjonować. Jednak cały czas czujemy jego obecność, zmienia nas, pomaga przywdziać zbroje i tworzy barierę między nami a ludźmi, którą pokonają tylko ci najwytrwalsi.

Mówi się, że człowiek jest w stanie znieść określoną dawkę bólu, ile jeszcze okropieństw czeka na Clementine, którą życie i tak już doświadczyło? Zapomniana przez rodziców, zdradzona przez chłopaka i to z najlepszą przyjaciółką, a w końcu prześladowanie i napaść seksualna ze strony wykładowcy sprawiają, że dziewczyna zamyka się w sobie i przestaje ufać ludziom. Pozwala się jednak zbliżyć do siebie dwóm dziewczynom, które wytrwale pokonywały jej niechęć. Jedynej zasady, jakiej nigdy nie złamała to zero randek i facetów. To też może jednak ulec zmianie, bo na jej drodze staje Gavin, który nie ma zamiaru odpuścić,, nawet gdy jest odpychany za każdym razem. Czy pokona jej lęki? Czy wytrwa, gdy w życiu Clem po raz kolejny zacznie robić się niebezpiecznie?

Dearest Clementine to kolejna nowość na rynku wydawniczym, która przykuła moją uwagę. Nie jestem w stanie określić, co mnie tak ciągnęło do tego tytułu, ale byłam pewna, że to coś dla mnie i się nie zawiodę. Czy rzeczywiście tak było?

I to jeszcze jak! Już dawno nie miałam w swoich rękach (no dobra nie tak dawno, bo ostatnio był to Drań z Manhattanu), która tak bardzo, by mnie pochłonęła. Wielu czytelników zarzuca Dearest Clementine, że jest to książka schematyczna i może po części faktycznie tak jest, ale ja w niej widzę również wyróżniające ją elementy. Fabuła od pierwszych stron łapie w swoje sidła i mami obrazowymi opisami, poczuciem humoru oraz przede wszystkim emocjami zawartymi na każdej stronie, w każdym akapicie, każdym zdaniu. To one tutaj odgrywają kluczową rolę, one i bohaterowie. Jednak zanim dojdę do postaci, muszę wspomnieć czemu uważam, że ta powieść wyróżnia się na tle innych w tym gatunku. Otóż tutaj wszystko ma swój czas i miejsce, nic nie dzieje się za szybko, jak w życiu czasem stawiano krok do przodu i dwa do tyłu. Chociaż dużo tu słodyczy i romantyczności, historia nie jest przesłodzona, dramatyczne przeżycia bohaterki to równoważą. Zachwyca mnie też fakt, że Lexi Martin nakreśla problemy, ale nimi nie zarzuca czytelnika. Opisuje je tak, że czuje się, iż są ważne i trudne, ale nie ma tego całego… okrucieństwa. I bez tego odbiór opowieści jest mocny.

No i w końcu postacie. Sama nie wiem od kogo zacząć, każdy z bohaterów jest bardzo realny i wyrazisty, nie ma tu dwóch identycznych osobowości. Nie są idealni, ale dzięki temu bez problemu można się z nimi utożsamić. Niektórym bardzo łatwo było zdobyć moje serce. Zwłaszcza przyjaciołom Clementine, jej samej, no i Gavinowi. Clem to dziewczyna, która wiele musi znieść i chociaż jej decyzje są trudne do przyjęcia, to jej determinacja, by nie dać zwyciężyć oprawcy jest godna podziwu. Pomimo murów, jakie postawiła, nie da się jej nie lubić, tym bardziej że odnajduje w sobie siłę na to, by zaryzykować ponownie. Gavin zaś zdobył moje serce szturmem i posiada teraz jego duży kawałek. Ten facet zachwyca tym, jaki jest i kurcze, mam nadzieję, że to nie tylko fikcyjna postać i gdzieś po świecie chodzi kilku takich mężczyzn. Jest zabawny, wytrwały, opiekuńczy, nie spieszy się i nie ocenia, trwa przy tych, na których mu zależy. I nie, nie jest idealny, potrafi podjąć złe decyzje, być uparty i zazdrosny.

Dearest Clementine od pierwszych zdań wciągnęło mnie w swój świat i nie pozwoliło o sobie zapomnieć nawet przez chwilę. Z miejsca wczułam się w historię oraz losy bohaterów. Wraz z nimi przeżywałam wszystkie chwile i im kibicowałam. Nie zliczę, ile razy się śmiałam, wzdychałam zachwycona lub po prostu uśmiechałam. Lex Martin ma tak lekki i przyjemny styl pisania, że nie mogłam odłożyć książki przed jej zakończeniem i zarwałam pól nocy, by dotrzeć do ostatniej kropki, a to w ostatnim czasie mi się nie zdarza. Autorka wie jak zdobyć zainteresowanie czytelnika i je utrzymać, potrafi wzruszyć, rozbawić i dotrzeć do tych ukrytych zakamarków w sercu. Jestem tym tytułem oczarowania, zachwycona i zauroczona. Będę go polecać i sama do niego wracać, ba, nawet teraz mam ochotę przeczytać ją jeszcze raz w całości.

Z całego serca i z czystym sumieniem zachęcam do sięgnięcie po Dearest Clementine, ponieważ jest to romans, który zachwyca i nie daje o sobie zapomnieć, ani w trakcie czytania, ani po jego zakończeniu. To historia dziewczyny zamkniętej w swoim prywatnym więzieniu, gdzie wartę pełniły lęk przed ponownym cierpieniem i niepewność co do ludzi i ich uczuć wobec niej. To opowieść Clem, która zaufała jeszcze raz i stoczyła walkę z sobą samą i tym, co ją dręczyło. Przeczytajcie. Naprawdę warto.

Autor: Lex Martin
Tytuł: Dearest Clementine
Wydawnictwo: Kobiece
Wydanie: I
Data wydania: 2018-07-19
Kategoria: new adult
ISBN: 9788366074132
Liczba stron: 320
Ocena: 8/10

Dearest:
Dearest Clementine | Finding Dandelion | Kissing Madeline

Dodaj komentarz

Close Menu