Podróż, która zmienia… wszystko

„Bo może to następne jutro będzie
lepsze. Skąd możesz wiedzieć? A prędzej czy później nadejdzie taki dzień, po
którym jutro naprawdę będzie lepsze”.*
Ludzie podróżują, bo chcą odkrywać nowe
miejsca, smaki, poczuć smak przygody. Często wyruszają w drogę, by odciąć się
od rutyny, codzienności, zapomnieć o problemach. Czasami trasa jest planowana
na długo przed wyruszeniem w drogę, a czasem jedzie się po prostu przed siebie,
spontanicznie wybierając kolejne miejsca. Tych odważnych czekają wtedy niespodzianki
i nie przewidziane wydarzenia mogące pomóc  odnaleźć się na nowo, zrozumieć wiele spraw i
pogodzić się z tym przed czym chciałoby się uciec.
Po tym jak parę miesięcy temu w
tragicznym wypadku ginie tata Amy jej rodzina oddala się od siebie i nie
potrafi już ze sobą rozmawiać. Ona sama wycofuje się też z życia towarzyskiego,
odsuwa od przyjaciół i buduje sobie mały świat, w którym każdy dzień jest taki
sam, ta rutyna daje jej złudne poczucie bezpieczeństwa. Nie trwa to jednak
długo – mama dziewczyny postanawia przeprowadzić się do Connecticut, a ona ma
do niej dołączyć po zakończeniu roku szkolnego. Ponieważ ona nie prowadzi
samochodu, a jest on potrzebny rodzicielce, w drodze do nowego domu ma
towarzyszyć jej Roger, kolega z dzieciństwa, którego nie bardzo kojarzy. Ich
trasa jest zaplanowana i powinna trwać tylko cztery dni, ale każde z nich ma swoje
powody, by nie trzymać się planu, a do punktu docelowego trafić przez drogę
wybraną zupełnie spontanicznie. Co im da ta wyprawa po Ameryce?
Ostatnio najlepiej czyta mi się
powieści z gatunku NA lub YA, mam fazę na romanse, mnóstwo emocji i zawirowania
w życiu bohaterów. Pośród tylu tytułów dostępnych na rynku trudno wybrać jeden
konkretny, ale jak dotąd na żadnym, który czytałam się nie zawiodłam i mam
nadzieję, że przez długi czas ten stan rzeczy się nie zmieni. Z twórczością Morgan
Matson nie miałam jeszcze styczności, ale pozytywne opinie sprawiły, że w końcu
sięgnęłam po coś jej pióra i… jestem bardzo zadowolona.
Zupełnie nie wiedziałam czego mogę się
po niej spodziewać, dlatego też do czytania „Aż po horyzont” podeszłam bez
szczególnych oczekiwań, liczyłam tylko na dobrą, zajmującą lekturę. W
rezultacie dostałam coś o wiele więcej, Matson potrafi bowiem bardzo dobrze pisać.
Nie tworzy fabuły przeplatanej nagłymi wybuchami namiętności, nie skupia się na
szokujących, złych i trudnych do przyjęcia wydarzeniach. Ona stawia na coś
naturalniejszego, możliwego do spotkania w świecie rzeczywistym, a zarazem
spokojnego i nieprzewidywalnego. Potrafi niesamowicie oddać klimat wędrówki
bohaterów, skrupulatnie, ale barwnie opisuje wszystko co widzą po drodze i
jakie miejsca odwiedzają. Zazwyczaj nie lubię takiej szczegółowości, ale w tym
przypadku nie wyobrażałam sobie, że mogłoby być inaczej. Bardzo ciekawym
pomysłem były wstawki z Dziennika/pamiętnika podróży, w którym znajdują się
krótkie notatki o konkretnym stanie, zdjęcia, a także tytuły piosenek  słuchanych playlist (niektóre kawałki są
naprawdę świetne!). Na plus jest też wplecienie retrospekcji w czasy
teraźniejsze, nie wiadomo kiedy się na nie trafi, ale współgrają z całością
tekstu. Fabuła toczy się wolno, ale jest zaskakująca, kolejne miejsca postoju,
to co zobaczą i kogo spotkają jest jedną wielką niewiadomą.
To, co jeszcze mi się bardzo podobało,
to zarysowanie przemian, jakie zaszły w Amy oraz Rogerze w czasie trwania
jazdy. Jedno i drugie z czymś się boryka, a czas, który sobie dali
sprzeciwiając się gotowemu planowi oraz tych, których spotkali, a nawet wzajemna
obecność pozwoliła im dużo zrozumieć, spojrzeć na swoje życie zupełnie inaczej.
Najlepsze jest jednak, to, że nic nie dzieje się szybko, tylko w odpowiednim
tempie i czasie. Wyczytałam w jednej opinii, że nie ma możliwości poznania
bohaterów, ale nie mogę się z tym zgodzić. Z każdą kolejną stroną coraz lepiej
poznawałam ich historie i może nie szokują one swoją okrutnością, ale i tak
sprawiają iż stawali mi się coraz bliżsi. Idealnie (dla mnie) tez był
przedstawiony wątek miłosny, początkowo jakby w ogóle go nie było, jest za to
początkowe zakłopotanie, bo nie widzieli się długi czas i nagle będą sami w
małej przestrzeni przez parę dni. Potem jednak rodzi się między nimi sympatia,
zaczynają rozmawiać i czuć się swobodnie ze sobą. Następnie dociera do nich, że
to, co czują wzajemnie do siebie, to coś więcej niż tylko przyjaźń. I ma się
wrażenie, że tak właśnie powinno być.
W trakcie czytania początkowo kręciłam
trochę nosem, bo pomimo wszystko gdzieś w środku liczyłam na coś innego. Jednak
z każdą kolejną stroną zaczęłam zauważać, że historia coraz bardziej mnie w
ciąga i z rosnącą ciekawością poznaje kolejne wydarzenia. Bardzo podobał mi się
powolny bieg akcji, dokładne opisy, niespiesznie zachodzące zmiany i budzące
się uczucia. Zżyłam się z bohaterami i chyba jak nigdy nie mam nic do
zarzucenia żadnemu z nich. Rozumiałam ich uczucia, to dlaczego postępują tak, a
nie inaczej. Ta książka jest taka naturalna – nie sposób nie ulec jej czarowi i
nie zachwycić się nią. Podoba się również forma zakończenia. Morgan Matson
pozwala czytelnikowi napisać swoje własne. Dla mnie osobiście zakończenie jest
zarazem początkiem w życiu Amy i Rogera – mam wielką nadzieję, że będzie to
droga szczęśliwa i wspólna. Z pewnością niedługo zabiorę się za „Lato drugiej
szansy” i trzymam kciuki za to by wydano u nas „Since You’ve Been Gone” –
bardzo chciałabym się z nią zapoznać.
„Aż po horyzont” zdecydowanie mogę
polecić wielbicielom gatunku New Adlut, chociaż różni się pośród wszystkich
tytułów, jest to odmiana jak najbardziej na plus. Wzruszająca, dająca do
myślenia, miejscami zabawna, czasem refleksyjna. Napisana w sposób przemyślany
i rzetelny, wszystkie opisane miejsca, ciekawostki z nimi związane są prawdziwe
– autorka sama przebyła trasę z książki. Umieszczone dodatki urozmaicają
czytanie i dają możliwość lepszego wczucia się w tekst i wyobrażenia sobie tego
co widzą Amy i Roger. Wiecie… Sama chętnie odbyłabym taką podróż.
*Morgan Matson, „Aż po
horyzont”, s. 228
Autor: Morgan
Matson
Tytuł: Aż po
horyzont
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 12 marca
2014
Liczba stron: 456
Wyzwania: Book
lovers

Ten post ma 34 komentarzy

  1. Witaj w klubie, bo ja też mam ostatnio fazę na powieści z gatunku NA lub YA 🙂 Dlatego bardzo chętnie poznam powyższą pozycję. Mam nadzieje, że mnie w pełni usatysfakcjonuje.

    1. Czyli nie jestem z tym sama 😉 Nie mogę się po prostu im oprzeć 😉 Jestem pewna, że przypadnie ci do gustu ten tytuł. 😉

    2. Ano nie jesteś z tym sama:)
      Już nabyłam tę książkę i będę na dniach czytać 🙂 A to wszystko dzięki tobie 🙂

  2. Książka wydaje się ciekawa. Lubę książke, które zmuszają do refleksji i zawierają elementy prawdziwe, zdarzenia, które miały miejsce w rzeczywistości.

    1. Jest bardzo ciekawa i zawiera w sobie to co lubisz w książkach. Polecam ten tytuł. 😉

    2. Na pwno wezmę go pod uwagę. Podoba mi się również okładka, która zachęca do sięgnięcia po książkę. 🙂

  3. Nie wiem dlaczego,ale książki z tego gatunku NA, po prostu, mają w sobie coś, co hipnotyzuje czytelnika. Bardzo chciałabym kiedyś przeczytać i ten tytuł:)

    1. Też nie wiem czemu tak się dzieję, ale niech trwa to jak najdłużej! 😉

  4. To brzmi jak coś dla mnie. NA to gatunek, który mnie nurtuje, ale nazbyt często w tych książkach brakuje prawdziwości. Z pewnością zapoznam się więc z tą pozycją. 🙂

    1. Ogólnie lubię NA, ale ten tytuł jest miłą odmianą pośród wszystkich burzliwych wydarzeń. 😉

  5. Bardzo mi się podoba ta okładka:) ale po przeczytaniu twojej recenzji wiem, że nie tylko ona zasługuje na uwagę:)

    1. Prawda? Jest cudowna, Jaguar jest świetny pod tym względem. 😉

  6. Ciekawi mnie ta książka, chociaż wielką fanką NA nie jestem, ale lubię jak historia jest czymś więcej niż tylko erotyczną przepychanką bohaterów.

    1. W takim razie myślę, że ten tytuł powinien przypaść ci do gustu, bo tu takich scen praktycznie nie ma. 😉

  7. Już od dłuższego czasu poluję na tę książkę… Szkoda tylko, że jest taka droga… 🙁

    1. Faktycznie, trochę kosztuje. Ale polecam tytuł, wart nabycia. 😉

  8. Jak ja kocham NA, aż żałuję że Jaguar wydaje tyle fajnych książek, jak ja na to wszystko zarobię 😉

    1. Masz tak jak ja. 😉 Boję się zaglądać na ich stronę z zapowiedziami. 😉

  9. W sumie bardzo interesuje mnie ten nowy nurt YA, ale… sądzę, że w książce będzie wszystko to znaczy w końcu nic… 😉

    1. No nie do końca tak jest. Ale wiadomo, wszystkiego nie da się przeczytać. 😉

  10. Świetna, wyczerpująca recenzja. Tęsknię za takimi naturalnymi powieściami, sama chętnie sięgnę po tę pozycję literacką 🙂

    1. Dziękuję za miłe słowa. 😉 Polecam tytuł, na prawdę warto się z nim zapoznać. 😉

  11. jeżeli chodzi o okładkę to spodobała mi się już za pierwszym razem kiedy ją ujrzałam 🙂 ale poza okładką zainteresowała mnie fabuła i z miejsca oczywiście trafiła na moją chciejkę, cieszę się więc że Tobie tak bardzo się podoba 🙂
    recenzjeami.blogspot.com

  12. Nie często sięgam po pozycje z gatunku New Adult, ale ta wydaje się intrygująca…

  13. Gdzieś w środku czułam, że z Twojej strony będą same "ochy" i "achy" 🙂 No i fajnie, kolejna książka ląduje na półce "chcę przeczytać" 😉

    1. No cóż, chyba już trochę rozgryzłaś moje upodobania czytelnicze. 😉 A ten tytuł zdobył moje serce 😉

  14. Ach, New Adult i Young Adult to ostatnio moje życie i tylko tego typu lektury umieją mi poprawić humor ^^ Strasznie się cieszę, że ta książka tak ci się podobała, bo szczerze mówiąc, jak dotąd bardziej pod uwagę brałam "Lato drugiej szansy", które jest podobno poruszające i megagłębokie, natomiast "Aż po horyzont"… czułam i chyba nadal trochę czuję dystans do tej pozycji. Ale przeglądałam już tą książkę w empiku i strasznie podobały mi się zdjęcia, także na pewno, wyląduje ona kiedyś u mnie na półce. 😉
    Pozdrawiam,
    Sherry

    1. Mnie tylko te są w stanie na tyle pochłonąć, by zapomnieć o tym, że w nocy się śpi, a nie czyta ;)). Wiesz, że jeśli chodzi o książki tego typu mamy zawsze takie same odczucia, więc z czystym sumieniem polecam ci "Aż po horyzont". Na "Lato drugiej szansy" też już poluję, bo strasznie jestem tego tytułu ciekawa! 😉

Dodaj komentarz

Close Menu