“Mój Torin” K. Webster

“Mój Torin” K. Webster

TEKST ZAWIERA SPOILERY

Ta cała sytuacja z braćmi Kline jest zagmatwana i dziwna. Nie wiem, co powinna robić, myśleć ani czuć. Nie wiem nawet, dlaczego tutaj jestem.*

Dla większości z nas mówienie i okazywanie emocji jest czymś normalnym. Wyrzucamy z siebie słowo za słowem, wyrażamy swoje uczucia. Śmiejemy się bądź wkurzamy i to dla nas naturalne. Są jednak osoby, którym to nie wychodzi i nawet krótkie „nie” jest dla nich ogromnym wysiłkiem. I nie dlatego, że brakuje im inteligencji, tylko coś ich blokuje, są więźniami własnego umysłu – myślą, czują i rozumieją, ale nie potrafią się porozumieć.

Casey nie miała łatwego życia. Porzucona jako niemowlak, z przypięta łatką „kokainowa Casey”, bo matka była ćpunką. Nie trafiła do kochającej rodziny, tylko co chwilę była przenoszona z jednej rodziny zastępczej do drugiej. Nierozumiana, nieakceptowana, pozostawiona sobie. Dziewczyna odlicza dni do osiemnastych urodzin, by móc wyjechać gdzieś daleko i zacząć od nowa. Jednak tuż przed uzyskaniem pełnoletności zjawia się ktoś, kto obiecuje jej, co tylko zechce oraz troskę i miłość. Musi tylko zaufać i udać się z zupełnie obcym człowiekiem do nieznanego miejsca. To brzmi jak bajka, a Casey dawno przestała w nie wierzyć… jednak zgadza się na ten krok.

Ostatnia z nowości wydawnictwa NieZwykłe bardzo mnie zaciekawiła swoim opisem i gdy tylko Mój Torin trafił w moje ręce, zabrałam się za jego czytanie. Teraz zaś cały czas zerkam na książkę i czuję taki mętlik w głowie, że nie mam pojęcia, czy chcę ją chwalić, czy też po całości skrytykować.

Ja (Torin): Nie wiem, jak kochać.
Tyler: Miłość nie jest czymś, co możesz kontrolować. Kontroluje ciebie. Napełnia cię i infekuje każdą część was, dopóki wszystko, co możecie zrobić, to żyć i oddychać w każdej sekundzie każdego dnia.
Ja: Brzmi jak choroba.
Tyler: Miłość to lekarstwo.*

Pamiętacie cytat z początku recenzji? On idealnie opisuje, co w tej chwili czuję. Totalny chaos i niepewność, w którym kierunku patrzeć i jak opisać, co mi siedzi w głowie. K. Webster stworzyła historię, która jest dość niecodzienna i wiele jej aspektów może wzbudzać mocno mieszane uczucia, wręcz kontrowersyjne, które zmieniają się tak szybko, że trudno je sobie przyswoić i uporządkować. Autorka z jednej strony pokazuje, jak łatwo ludzie oceniają, skreślają na straty tych, którzy inaczej patrzą na świat i potrzebują pomocy. Jacy okrutni potrafią być, gdy ktoś jest inny. Pokazuje też, jak istotne jest poczucie bycia ważnym dla kogoś i akceptowanym takim, jakim się jest. Zagłębiła się w umysł osoby ze spektrum autyzmu, pokazała jego walkę ze swoim ciałem.

Z drugiej strony… wolność Casey odebrałam jako kupienie jej od obecnego opiekuna i przekupienie jej samej czym tylko chce, na co sama zainteresowana się zgadza. To jeszcze byłabym w stanie przełknąć. Ale gwałtu już nie mogę. Nie, gdy dokonuje go osoba chora. To… sama nie wiem jak mam to określić. Torin nie jest głupi, wiedział, co robi i wielokrotnie potrafił odejść, a tu nagle się stało i bohaterka jeszcze to zaakceptowała, została, chciała więcej… No to dla mnie było za wiele i nic już nie było w stanie uratować tej historii w moich oczach. Myślę, że Mój Torin miał być książką z przesłaniem, ale autorce to nie wyszło.

Co mogę napisać o bohaterach? Najbardziej fascynujący był Torin, to inteligentny facet, który myśli, czuje i przeżywa, jak my, ale jest więźniem swojego ciała i chyba trochę umysłu. Jest skomplikowany, nieprzewidywalny i gwałtowny, ale zaradny, w jakim stopniu może. Tyler to taka dobra dusza, która, chociaż może chcieć dobrze, to przez brak czasu postępuje źle. Casey… mnie irytowała. Naprawdę, nie rozumiem, jak można być tak łatwowiernym i pozwolić na to, by wyrządzona krzywda została zapomniana, by się z tego cieszyć i układać sobie życie w tak patologicznej relacji. I nie mówię tu o chorobie, bo uważam, że każdy ma prawo do szczęścia. Tylko czemu tak? Czy nie można było inaczej?

Muszę przyznać, że dawno nie pisało mi się tak trudno opinii. Mój Torin od początku mnie zaciekawił i byłam ciekawa, jaką drogą pójdzie K. Webster. Niestety im więcej stron było za mną, tym więcej było rzeczy, które mi zgrzytały i wzbudzały mój automatyczny sprzeciw. Chciałam poznać zakończenie i jednocześnie miałam ochotę porzucić czytanie i nie wracać do tej powieści. Dostrzegam plusy tego tytułu, ale nie mogę nie napisać, że jest on krzywdzący. Pokazuje naiwność, toksyczne relacje oraz stawia w złym świetle osoby zmagające się ze spektrum autyzmu.

Szczerze? Nie wiem, czy się cieszę, że Mój Torin trafił w moje ręce. Wiem na pewno, że nie będę go polecać, bo decyzję o jego przeczytaniu musicie podjąć sami…

Nie ma dwóch takich samych osób. I to właśnie jest w nas najpiękniejsze. Różnorodność jest niesamowita. Zaakceptujcie takich, którzy nie są tacy jak wy, bo każda osoba ma coś do zaoferowania.*

Autor: K. Webster
Tytuł: Mój Torin
Wydawnictwo: NieZwykłe
Wydanie: I
Data wydania: 2019-07-17
Kategoria: romans
ISBN: 9788381780339
Liczba stron: 270
Ocena: brak oceny/10

Ten post ma 8 komentarzy

  1. Drażni mnie niczym Płachta na byka, gdy autysci przedstawiania sa w złym świetle. Zaintrygowalas mnie, sięgne i przekonam się jak sama odbiorę ten tytuł.

    1. No właśnie Twojego zdania jestem bardzo ciekawa. Czekam na wrażenia po lekturze.

  2. Czasami są takie książki, które naprawdę trudno ocenić. Z jednej strony dobrze się czyta, z drugiej pojawia się cała masa “ale”. Każdemu się zdarza 🙂

  3. Muszę koniecznie przeczytać tę książkę, bo zaintrygowała mnie Twoja recenzja.

  4. Twoja recenzja mnie zaintrygowała, w sumie lubię niejednoznaczne książki, które zmuszają oceniającego do refleksji. Jednak kiedy przeczytałam o gwałcie, który główna bohaterka zaakceptowała, a nawet chciała więcej to od razu wiedziałam, że podziękuję. Tego typu charakterystyka postaci irytuje mnie tak bardzo, że praktycznie nie ma szans, aby książka mi się spodobała. Wiem, że tacy ludzie są, którym to przypada do gustu, natomiast ja tego nie rozumiem i chyba prawdę mówiąc nie bardzo chcę zrozumieć.
    Nie mówiąc o stawianiu w złym świetle osób dotkniętych schorzeniami ze spektrum autyzmu, to już w ogóle! Jakby takie osoby i tak nie miały problemów z akceptacją społeczeństwa…

  5. Lubię niejednoznaczne książki, twoje recenzja bardzo mocno mnie zaintrygowała. Na ten miesiąc na pewno nie dam rady jej zamówić jednak kto wie może na powrót do szkoły w październiku się uda 😉

  6. to jest j druga negatywna opinia o tej książce, to znaczy ty jeszcze nie zjechałaś jej od góry do dołu, wierząc w dobre intencje autorki 🙂 dobrze że powstają książki, które pozwalają nam zrozumieć osoby o rożnego rodzaju zaburzeniach, ale źle jeśli ten obraz jest zafałszowany albo krzywdzący.
    raczej nie sięgnę po ten tytuł, bo obawiam się,że by mnie tylko rozwścieczył.

Dodaj komentarz

Close Menu