Błądząc po omacku

„Czasem nie
możemy zmienić tego, co się dzieje, ale możemy zmienić to, jak te sprawy na nas
wpływają”.
[1]
Przyszło mi trochę czekać
na czwarty tom „Wodospadów Cienia”, a po tym jak zakończyła się „Zabrana o
zmierzchu”
nie było to zbyt proste. C. C. Hunter po niepozornym początku
pokazała, że im dalej tym lepiej i ciekawiej pisze. Jak dotąd trzecia część
okazała się dla mnie tą najlepszą, zwłaszcza, że w końcu odkryłam tą wielką
niewiadomą. A jak było z przed ostatnim tomem serii? Czy autorce udało się utrzymać
poziom i zatrzymać przy sobie moją uwagę?
Po długich poszukiwaniach
odpowiedzi Kylie w końcu wie kim jest. Wiedza ta nie jest jednak zbyt
przydatna, bo nikt prędzej nie spotkał się z podobną istotą nadnaturalną, a
pozyskane informacje nie są potwierdzone, ponadto nastolatce cały czas zmienia
się wzór i nie można go odczytać. Jakby tego było mało dziewczynę nawiedza duch
osoby, która żyje i ma sie całkiem dobrze – Kylie sama musi dojść do tego czy
komuś ważnemu dla niej grozi niebezpieczeństwo i jak mu zapobiec. Wydawać by
się mogło, że w trudnych chwilach będzie przy niej ukochany Lucas, ale ten,
będąc przywódcą watahy ma dla niej bardzo mało czasu i nie ma go gdy jest
potrzebny…
Muszę przyznać, że jestem
odrobinę zawiedziona faktem, że po dwóch poprzednich bardzo dobrych tomach
znowu widzę u Hunter tendencję spadkową. Niby wszystko jest dobrze, wątki są
dopracowane, logiczne i spójne. Akcja toczy się szybko i ciekawie, bywa
zabawnie, ekscytująco i niebezpiecznie. Nie brak opisów miejsc, wydarzeń i uczuć.
Pod tym względem całości utworu nie mam nic do zarzucenia, tym bardziej, że
czytało się ja szybko i przyjemnie. Ale z drugiej strony przez cały czas miałam
poczucie jakby wszystko stało w miejscu, a bohaterowie krążyli po omacku.
Autorka ujawniła kim jest główna bohaterka, ale co dalej? Rozumiem potrzebę
budowania napięcia i niepewności, ale ochłapy niepotwierdzonych informacji na
temat jej rasy bardziej nużyły niż ekscytowały. No i wątek miłosny… Ja wiem, że
to paranormal romance, ale trójkąt miłosny – Derek, Kylie, Lucas – naprawdę
mnie już męczy i będę przeszczęśliwa kiedy bohaterka zdecyduje się na tego jednego
(mogłaby na Dereka).
„Gdy jest
się żywym, większość czasu spędza się na wybaczaniu innym, natomiast w obliczu
śmierci należy wybaczyć sobie”.
[1]
Co do bohaterów. Ponownie
jestem pod wrażeniem kreacji Mirandy, Delli, Holiday i Burnetta, którzy nie raz
i nie dwa dostarczają niezłej rozrywki swoimi sprzeczkami i dogryzaniem sobie.
To zupełnie różne osobowości, ale się uzupełniają i są gotowi zrobić wszystko
dla Kylie, by jej pomóc i ją chronić. Jeśli chodzi o nią samą, to tym razem mam
mieszane uczucia – z jednej strony jest ogarnięta, wydoroślała, ale gdy chodzi
o wybór między elfem, a wilkiem zaczyna mnie nieziemsko irytować. Nie inaczej
jest z Lucasem, którego początkowo darzyłam dużą sympatią. Wielokrotnie w
trakcie czytania chciałam go trzasnąć czymś ciężkim. Liczę, że w piątej części
będzie go bardzo mało.
Żałuję trochę, że sprawy
odnośnie „Szeptów o wschodzie księżyca” obrały taki obrót, bo po niezwykle
obiecującym poprzednim tomie liczyłam na coś lepszego. Jednak pomimo mojego
marudzenia nie mogę powiedzieć, że to książka beznadziejna, bo tak nie jest.
Spędziłam z nią kilka miłych godzin wraz z bohaterami przeżywając wszystkie
wydarzenia, raz mniej, raz bardziej, ale jednak. Hunter nadal pokazuje, że
jeszcze może czymś zaskoczyć – na co liczę – tylko chyba ta książka trafiła na
trochę gorszy okres. Ogólnie jednak jest dobrze, pośmiałam się, powzdychałam,
podenerwowałam – powieść wywoływała różne emocje i wzbudziła zainteresowanie
tym co zastanie się w finalnym tomie, a to świadczy o niej na plus.
Reasumując, Szepty o wschodzie
księżyca”
są słabsze od swojej poprzedniczki, ale również mają swoje mocne
strony. W trakcie czytania można przeżyć różne emocje i spędzić przyjemnie czas
obserwując oczyma wyobraźni potyczki bohaterów czy ich zmagania z nowo nabytymi
umiejętnościami. Pozycja obowiązkowa dla fanów serii oraz pióra autorki.
„Czy na tym
polega dorosłość? Budzisz się każdego dnia i wiesz, że przyniesie on zarówno
dobre, jak i złe rzeczy? Robisz to, co musisz, nawet jeśli nie masz na to
ochoty?”.
[1]
[1] C. C.
Hunter, „Szepty o wschodzie księżyca”
Autor: C. C. Hunter
Tytuł: Szepty o wschodzie
księżyca
Wydawnictwo:
Feeria
Data wydania:  26 marca 2015
Kategoria: fantastyka, paranormal romance
ISBN: 9781250011916
Liczba
stron:
400
Wodospady Cienia:
Urodzona o północy | Przebudzona
o świcie
| Zabrana o zmierzchu | Szepty o wschodzie księżyca | Wybrana o zmroku

Ten post ma 23 komentarzy

  1. Ślicznie napisałaś ;D widzę, że razem kibicujemy Derekowi ;p a co do ochłapów, to racja, racja troszkę autorka się zagalopowała z wodzeniem czytelników za nos, dużo słów mało treści, a tego to ja nie lubię i to bardzo… ;D

    1. Zdecydowanie jestem za Derekiem, tym bardziej, że wilczek dużo stracił w moich oczach w tym tomie. No sama wiesz, niektóre wątki można było poprowadzić inaczej, może wtedy byłoby więcej emocji. 🙂

  2. Niestety nie znam serii, ale jakoś nie specjalnie mnie zainteresowała. Raczej nie mój gust.

  3. Czytałam pierwszy tom tej serii i bardzo mi się podobało, dlatego zamierzam sięgnąć po pozostałe części, ale to dopiero za jakiś czas.

    1. Jeśli podobał ci się pierwszy tom to i reszta przypadnie ci do gustu 😉

  4. Zbyt wiele fantastyki w mojej biblioteczce ostatnio i do tego wątek romantyczny.. :<

  5. To już czwarty tom?! Nie no naprawdę, jestem załamana moim ślimaczym tempem…
    Szalenie jestem ciekawa tej serii, także muszę nadrobić moje karygodne zaległości 😉

  6. Nie czytałam tej serii ,może w te wakacje uda mi ją przeczytać 🙂

  7. Skończyłam swoją przygodę z tą serią na drugim tomie… >_< I bardzo tego żałuję… (pisze z nadzieję, że uda jej się nadrobić zaległości) 🙂

    1. Powinnaś skończyć serię, bo trzecia cz. jest naprawdę dobra 😉

  8. Czytałam o tej serii u Agi i jakoś mnie nie zachęciła :p a tak poważnie, nie mam już ochoty na wilczki i inne.. Może za jakiś czas?

    1. No tak, Aga potrafi zniechęcić xD Ale tak poważnie, może to już nie dla Ciebie, tylko my takie dzieciate 😀

  9. Kurczę. Nie wiem co robić. Znaczy kiedyś poczytam następne tomy, bo wciąż tkwię na pierwszym, ale trochę mnie przestraszyłaś. Nie lubisz Lucasa?! Jak to możliwe do diabła?! Co takiego zrobił?! 🙁 Przecież to Derek jest tym wyidealizowanym, przesłodzonym… czy coś się zmieniło? 🙁 Nie chcę czytać tej serii, jeśli znielubię Lucasa! Nie chcę kibicować Derekowi bo go nie znoszę! 🙁 Nie chcę, żeby główna bohaterka zdecydowała się na niego! 🙁
    Podejrzewam, że szybko się nie zmobilizuję, przeczytawszy taką opinię ^^ Ale czekam na twoją recenzję finału. 🙂
    Pozdrawiam,
    Sherry

Dodaj komentarz

Close Menu