„rubin to początek, lecz i zakończenie.”* („Czerwień rubinu” – Kerstin Gier)

            „- Nie bójcie
się, opętani ezoteryczną manią pseudonaukowcy i fanatyczni wielbiciele tajemnic
nie gryzą.”**
            Żyjesz sobie
spokojnie w swoim normalnym świecie. Uczysz się lub pracujesz. Twoje dni są
takie same,  a ten na pewno nie
zapowiadał się inaczej. Żadnych znaków czy ostrzeżeń, że nagle w drodze
powrotnej zacznie boleć cię żołądek i gdy zamkniesz i otworzysz oczy znajdziesz
się załóżmy, że w XIX wieku…
            Gwendolyn
Shephard to zwykła szesnastoletnia dziewczyna, która chodzi do szkoły i wiedzie
normalne życie nastolatki. Znaczy na tyle normalne na ile jej rodzina na to
pozwala. Bo trzeba Wam wiedzieć, że Gwen ma kuzynkę Charlottę, którą czeka
bardzo ważne zadanie gdy tylko nadejdzie czas. Jest ona do tego przyorywana od
dziecka na wszystkie możliwe sposoby. Jakim więc zaskoczeniem dla rodziny było,
że to nasza bohaterka jest tą o której mówi stara rymowanka, a nie kuzynka. Od
teraz dziewczyna musi odnaleźć się w nowej sytuacji, a co ważniejsze dać sobie
radę z tym do czego zupełnie nie była przygotowana…
            Do
Trylogii Czasu zabierałam się od dłuższego czasu, ale zawsze coś było
ważniejszego i odchodziła ona na dalsze tory. Ostatnio jednak to się zmieniło i
mam za sobą właśnie część pierwszą. Z obawą podchodziłam do tej książki jak i
całej serii ponieważ kto po nią nie sięgał zachwycał się nad nią pod niebiosa,
a jeszcze pamiętam moje rozczarowanie „Igrzyskami śmierci”. Szybko jednak to
minęło bowiem od pierwszych stron historia mnie porwała. Czytelnik jest rzucany
na głęboką wodę prawie, że od początku i wraz z bohaterką próbuje odnaleźć się
w zaistniałej sytuacji. Nie jest to wcale takie proste gdy nie ma się zielonego
pojęcia w czym właśnie bierze się udział, a informacje, które otrzymuje tak
naprawdę dużo nie wyjaśniają.
            To
co w ogóle skłoniło mnie do przeczytania tej książki to podróżowanie w czasie.
Uważam, że zobaczyć nasze otoczenie na własne oczy kilkaset lat temu to
niesamowita przygoda. W „Czerwień rubinu” cała ta otoczka z przemieszczaniem
się do innych czasów była dopięta na ostatni guzik. Wszystko co z tym związane
miało swój czas i miejsce, nie było chaotycznych zdarzeń, tylko przygotowywano
się do tego: stroje, uczesanie, zachowanie. Starano się by było realistycznie.
W ogóle w całej powieści widać starania by wszystko grało i cykało. Gier prócz
fabuły obdarowała nas wartką i nieprzewidywalną akcją, szczegółowymi,
aczkolwiek nie nużącymi opisami oraz szeroką paletą uczuć.
            Polubiłam
Gwendolyn za jej sposób bycia. Zabawna i wesoła, lekko zdystansowana do samej
siebie. Nie wywyższa się i stara się żyć normalnie jak tylko się da. Od samego
początku nie podoba jej się to co się dzieje i mówi o tym głośno. Nie stara się
być na siłę kimś innym. Jej poczucie humoru dodaje temu wszystkiemu smaczka.
Często wyraża się z ironią, która bawi i rozśmiesza. Co do Gedeona mam mieszane
uczucia. Ma on duże poczucie obowiązku i pewność, że każdy musi go słuchać.
Jest samowystarczalny i nigdy nie omylny. Uważa też, że Gwen nie jest mu
potrzebna do misji i będzie tylko zawadzać. Tych dwoje na początku nie przepada
za sobą, choć to mało powiedziane, i jawnie to okazują. Z czasem jednak wrogość
zmienia się  w sympatię, przyjaźń, a może
nawet coś więcej… Co do innych bohaterów to bywało różnie. Rodzina bohaterki, a
szczególnie kuzynka jej mama i babcia irytowały mnie tym całym szumem wokół
tego wszystkiego – zachowywały się jakby nie wiem jaki zaszczyt ich spotkał. Za
to prababcia Maddy oraz szkolna przyjaciółka Gwen, Leslie z miejsca mnie
zauroczyły i podejrzewam, że tak pozostanie do końca.
            „Czerwień
rubinu” to niezwykle wciągająca opowieść napisana w dobrym stylu. Wszystko
razem i z osobna sprawia, że czyta się ją szybko i przyjemnie. Książka ta jest
świetnym początkiem trylogii i mam wielką nadzieję, że trylogia utrzyma poziom.
Nie mniejszym na dzień dzisiejszy dołączam do fanów Trylogii Czasu, a Was
zachęcam do sięgnięcia po nią. Warto!
*str. 105
**str. 128
Autor: Kerstin Gier
Tytuł: Czerwień
rubinu
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: maj 2011
Liczba stron: 344
Trylogia
czasu
Czerwień Rubinu | Błękit
Szafiru | Zieleń Szmaragdu

Ten post ma 19 komentarzy

  1. Wszystkie recenzje o tej książce są pozytywne, a sama seria ma bardzo dużo fanów. Sama mam już ją za sobą i bardzo miło wspominam każdą z części.
    Pozdrawiam, Donna

  2. Mam za całą trylogię i jak dla mnie magiczna:3
    Pozdrawiam!

  3. Czuję się zachęcona 🙂 zwłaszcza że mam pierwszy tom na półce i uwielbiam temat podróżowania w czasie 🙂

  4. Książka bardzo fajna, niedawno skończyłam całą trylogię i niezwykle mile ją wspominam.

  5. Ciekawi mnie ta seria, ale czytałam dość skrajne opinie. Jedni chwalą, inni zastanawiają się co w niej takiego. Sama muszę się przekonać w końcu 🙂

  6. Ta trylogia musi zostać przeze mnie przeczytana i to jak najprędzej! <3

  7. Muszę wreszcie przeczytać tę książkę, bo już od dłuższego czasu leży na półce i czeka na swoją kolej a po twojej recenzji widzę, że warto ją poznać.

  8. Mam w planach, a Twoja recenzja też zachęca.
    Pozdrawiam:)

  9. Uwielbiam "Trylogię czasu"! Chyba niedługo jeszcze raz ją sobie przeczytam 😉

  10. Chcialbym przeczytac te ksiazke, niestety coraz trudniej ja dostac ;(

    Pozdrawiam!

  11. Chciałabym wreszcie przeczytać Trylogie Czasu jednak krucho u mnie z kasą, a w bibliotece jeszcze się na nią nie natknęłam.
    Cóż, trzeba szukać dalej;)
    Pozdrawiam!

  12. Uwielbiam tę trylogię, która z tomu na tom robi się znacznie lepsza i ciekawsza 🙂

  13. Przeczytałam wszystkie części w trzy dni i czytam drugi raz ta opowieść jest genialna polecam wszystkim nawet tym co nie lubią czytać:)

Dodaj komentarz

Close Menu