“Mieszkając z wrogiem” Penelope Ward

“Mieszkając z wrogiem” Penelope Ward

Czas zawsze mknie najszybciej właśnie wtedy, gdy chcielibyśmy, by stanął w miejscu. *

Nasza przeszłość nas kształtuje, to wie chyba każdy. To od niej w większości zależy, jacy będziemy, od niej i od tego, jakie wnioski z niej wyciągniemy. Możemy dać jej wygrać lub się sprzeciwić, możemy pokazać, że każdą krzywdę potrafimy przekuć w coś dobrego. Tylko czy potrafimy wrócić do tego, co boli najmocniej, by w końcu zamknąć tamten rozdział życia i zacząć je od nowa?

Amelia nie sądziła, że jeszcze kiedykolwiek spotka swojego przyjaciela z dzieciństwa. Jeszcze, gdy byli nastolatkami, ona uciekła bez słowa zraniona tym, że ukrywał coś przed nią, a gdy dotarło do niej w końcu, że to, co zrobiła, było bardzo głupie, Justin nie chciał mieć z nią już nic wspólnego. Teraz ich drogi znowu się łączą za sprawą testamentu babci kobiety, która w spadku oddaje im wspólnie swój dom. Żadne z nich nie ma zamiaru go sprzedać i w końcu dochodzi do ich spotkania. Ona świeżo po zerwaniu z chłopakiem, pełna skruchy i pragnąca przeprosić. On w związku, gniewny i uparty, twierdzi, że Amelia już dla niego nie istnieje. Jaki będzie finał tej historii?

Lubię twórczość Penelope Ward, czy to w duecie z Vi Keeland, czy gdy pisze sama. Za każdym razem sprawia, że zapominam o całym świecie i myślę tylko o losach bohaterów. Czy Mieszkając z wrogiem, okazało się równie dobrą książką, jak poprzednie tytuły?

Czasem milczenie przemawia najgłośniej.*

Nawet nie wiecie jak bardzo! Penelope Ward od pierwszych stron rzuca czytelnika w sam środek akcji, sprawiając, aż zacierałam ręce na to, co będzie dalej. Mieszkając z wrogiem, to typowy romans, ale taki z wyższej półki. Autorka zadbała nie tylko o realizm wydarzeń i emocje, ale stworzyła również fabułę, w której postacie przez długi czas zmagają się ze wspomnieniami, swoim zachowaniem i próbą dogadania się. Nic jednak nie przychodzi na pstryknięcie palcem, wszystko ma swój czas i miejsce, a gdzieś pomiędzy padają słowa raniące lub gojące rany, stawiane są kroki do przodu i do tyłu, a lęki mieszają się z nadzieją. Autorka nie daje gotowych rozwiązań, nie tworzy przesłodzonej historii, ale nie stroni od umieszczenia w książce uczuć, które przechodzą na czytelnika i powodują, że czyta się ją z zapartym tchem i bijącym szybko sercem.

Zachwycona jestem charakterystyką bohaterów, chociaż początkowo żaliłam się przyjaciółkom, że Justin to dupek (hehe). No ale już tak poważnie, to naprawdę podoba mi się, jak autorka stworzyła postacie, zarówno te pierwszo, jak i drugoplanowe. Każda jest inna i ma swoje wady oraz zalety, popełniają błędy, ale plus dla nich za to, że dbają o uczucia innych i chociaż zdają sobie sprawę, że i tak będą cierpieć, to działają tak, jak należy postąpić, by zadać jak najmniejszy ból. Relacja Amelii i Justina jest zawiła, ale to, co ich łączyło i łączy powodowało, że ich rozmowy i bliskość aż iskrzyły, nie tylko dzięki docinkom, ale i emocjom.

Wystarczyło mi kilka godzin, by zapoznać się z Mieszkając z wrogiem i szczerze żałuję, że czas z tym tytułem minął mi tak szybko. Dosłownie przepadam od pierwszych zdań i trwałam w tym stanie do samego końca. Zżyłam się z bohaterami i wraz z nimi przeżywałam każdą chwilę. Penelope Ward dostarczyła mi historią Amelii i Justina wielu wrażeń, ale najbardziej cieszę się, że rozciągnęła wszystko w czasie, by wydarzenia miały naturalny bieg. Plusem tej powieści jest też to, że jest ona przesiąknięta namiętnością, ale scen seksu jest jak na lekarstwo, a jeśli już to intymne momenty autorka przedstawiła ze smakiem. To romans, który na długo zapadnie mi w pamięci i jeszcze nie raz będę do niego wracać.

Zatem z czystym sumieniem polecam Mieszkając z wrogiem nie tylko wielbicielkom pióra Penelope Ward, ale i lubiącym przeczytać dobry romans. Autorka wie, jak utrzymać zainteresowanie czytelnika swoją książką od pierwszego do ostatniego słowa.

Wiesz, cały czas męczyło mnie, że nigdy nie wypowiedziałeś wobec mnie tych dwóch słów. Przywiązywałam ogromną wagę do tego, by usłyszeć od ciebie, że mnie kochasz. A kiedy wreszcie to powiedziałeś – w tamtym esemesie – nie czułam żadnego zaskoczenia, bo w głębi duszy byłam już tego pewna. Nauczyłeś mnie, że miłość nie polega na słowach. To konkretne działania. Okazywałeś mi swoją miłość tym, jak na mnie patrzysz, jak mnie traktujesz (…).*

Autor: Penelope Ward
Tytuł: Mieszkając z wrogiem
Wydawnictwo: EditioRed
Wydanie: I
Data wydania: 2019-01-08
Kategoria: romans
ISBN: 9788328339361
Liczba stron: 320
Ocena: 8/10

Ten post ma 4 komentarzy

  1. Ostatnio nie mam szczęścia do tego gatunku, ale czuję, że ta książka przerwie złą passę. Chętnie przeczytam. 😉

  2. Klimaty dalekie od moich ulubionych, niezwykle rzadko zdarza mi się sięgnąć po książkę z tego gatunku, tak na lekkie i niezobowiązujące odstresowanie, zwłaszcza kiedy w głowie równolegle jakiś problem życiowy rozwiązuję. 🙂

  3. Takie książki to coś, co omijam szerokim łukiem. Jedyne romanse, jakie przyjmuję do wiadomości, to te od Nory Roberts, a i to w wersji z dodatkiem kryminału, fantastyki albo czegoś innego, nie czyste romansidła, że tak to ujmę. I chyba już nigdy mi to nie minie…

Dodaj komentarz

Close Menu