Uważaj, wampiry gryzą

„Jak głoszą
litery z kamienia,

Wyrocznia jej
los odmienia:
Ta Druga
zasiądzie na tronie,
By w zdrady
zanurzyć się tonie.
Dwie z życia
złożone ofiary
Bez grzechu,
bez winy, bez kary.
By zbudzić
Dziewiątą z jej mary”.*
Czasem to co uważamy za
mit, wymysł na potrzeby rozrywki może okazać się prawdą. Prawdą, którą ciężko
zaakceptować i zrozumieć, tym bardziej gdy nagle jest się wyrwanym z dobrze
znanego świata bez gwarancji powrotu do niego.
Violet Lee czeka samotnie
w parku na znajomych, z którymi była umówiona, gdy nagle zauważa coś
niepokojącego. Ukrywa się szybko i nie dowierza temu co widzi, bo na jej oczach
odbywa się masowy mord w wykonaniu… wampirów. Co gorsza, zamiast uciekać patrzy
na wszystko i jeszcze komentuje, a to powoduje, że pakuje się w kolejne
kłopoty. Z niewyjaśnionych powodów krwiożercze istoty nie zabijają jej na
miejscu tylko porywają. Jak dużo życia jej zostało?
Nie spodziewam się po
paranormal romance czegoś wybitnego, ale przez moje ręce przewinęło się
kilkanaście bardzo dobrych książek z tego gatunku i w związku z tym jakieś tam
oczekiwania jednak mam. Dawno też, oj bardzo dawno, nie czytałam niczego co
mówiłoby głównie o wampirach dlatego też sięgnęłam w końcu po Kolację z wampirem. Jednak czy
Abigail Gibbs sprostała moim minimalnym oczekiwaniom?
Sama nie wiem od którego
zarzutu powinnam zacząć, bo wszystkie na raz cisną mi się w myślach na pierwsze
miejsce. Zacznijmy może od pozytywów… Hm, mam! Język jakim posługuje się
autorka jest (na całe szczęście) lekki i łatwy w odbiorze, ponadto przyznać
muszę iż Gibbs posiada poczucie humoru, którego nie brakuje w powieści, a
dzięki temu dało się jakoś przetrwać te około pięćset stron. To chyba byłoby na
tyle jeśli chodzi o pozytywne aspekty tej… powieści. Co do minusów. Brak
logiczności, spójności w akcji, niedopracowane wątki. O porządnym wyłożeniu
dziejów wampirów można zapomnieć chociaż czegoś tam niby się dowiedziałam. Najgorsze
jednak z tego wszystkiego, to fakt iż ta historia jest całkowicie oderwana od
realności, absolutnie nikt nie zachowywałby się tak jak Violet gdyby został
porwany przez krwiożercze istoty, które nie znają litości, a człowieka traktują
jak pojemnik dla pokarmu. Zaprzyjaźnić się lub pokochać wampira nie dbającego o
uczucia, nie znającego litości, zabijającego bez mrugnięcia okiem, mordercę z
wydumanym ego? Dziękuję, postoję, masochistką aż taką nie jestem. Nie, nie i
jeszcze raz nie.
O bohaterach też nie mam
zbyt wiele dobrego do powiedzenia. Jestem w stanie przytaknąć temu jak
stworzono wampiry, autorka może nie wymyśliła niczego nowego, ale przywróciła
do łask wampiry w wersji hard, blade, bezduszne, uważające, że mogą wszystko.
Niestety postać Violet jest dla mnie totalnym nieporozumieniem, do tego z
wadliwym instynktem obronnym. Kobieta okazuje się zwyczajnie głupia, pozwala
się poniżać, gryźć, niby oczekuje wyjaśnień (jej stanowczość to i ja bym
wyśmiała i zbywała ochłapami informacji), z fascynacją patrzy na morderstwa i
nie ucieka gdy ma szansę. Albo ze mną jest coś nie tak, że nie pojmuje jej
zachowania, albo… wolę tego nie kończyć. Nie polubiłam jej, w gruncie
rzeczy nikogo z tej książki nie darzę sympatią. Nie da się.
Co prawda Kolację z
wampirem

przeczytałam zaledwie w trzy dni, z przerwą na inną książkę (równie kiepską), co
uważam za sukces biorąc pod uwagę to z czym musiałam się zmierzyć, ale było to
co najmniej… męczące. Nie przekonała mnie ta książka, nie zżyłam się z
bohaterami, nie czekałam niecierpliwie na rozwój wydarzeń. Prawdę mówiąc
obawiałam się czym autorka zaskoczy mnie na kolejnej stronie, bo wyobraźnię to ma, ale
poszła z fabułą w złym kierunku. Jedynym mocnym plusem publikacji jest fakt iż
pomimo wszystko czyta się ją szybko, ale to na prawdę za mało. Przeraża mnie
myśl, że będę musiała przebrnąć przez Jesienną różę stanowiącą drugi tom serii
chociaż zupełnie mnie nie ciekawi co będzie dalej. Brr…
Jeśli mam być szczera to
zupełnie nie rozumiem zachwytów nad tą serią, pierwszy tom jest zwyczajnie zły.
Niedopracowane wątki, brak wyjaśnień, irytujący bohaterowie, niespójny bieg
wydarzeń gdzie niby dużo się dzieje, ale nijak to wpływa na odbiór całości.
Odetchnęłam z ulgą gdy ostatecznie zamknęłam książkę. Nie polecam, a wręcz
odradzam.

*Abigail Anne Gibbs, Kolacja z wampirem
Autor: Abigail Anne Gibbs
Tytuł: Kolacja z wampirem
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2013-10-23
Kategoria: paranormal romance
ISBN: 9788377584897
Liczba stron: 570
Mroczna
Bohaterka:
Kolacja
z wampirem

| Jesienna róża

Ten post ma 16 komentarzy

  1. No dobra – ja pasuję. Ale muszę dodać, że początkowo zaintrygowała mnie kreacja wampirów. Właśnie tych bezwzględnych morderców, a nie gogusiów z liceum. Ale Violet totalnie nieporozumienie, sądzę że książki bym nie dokończyła.

  2. A mnie osobiście książka bardzo się podobała.

  3. Lubię książki dla młodzieży, właściwie wyłącznie dlatego, że są właśnie lekkie i powinny posiadać humor. Jednak takie okazy trafiają się niezwykle rzadko, coś o tym wiem. Przerobiłam prawie całą serię o Sookie Stackhouse, więc łączę się z Tobą co do napoczętych wątków, a nie ukończonych, głupich zachowaniach bohaterów, gryzieniu i na próbie zrozumienia co w tym jest takiego, że ludzie to lubią… (tak wnioskuję, że ludzie to lubią, ponieważ zdobyło jako taką sławę). Zdecydowanie tę książkę ominę, choć lubię czytać o wampirach-twardzielach. Po prostu chyba nie dałabym rady przebrnąć przez coś równie kiepskiego, co seria o Sookie…

  4. Czytałam drugi tom i nawet mi się podobał :). Takie czytadełko. Niestety tej części nie miałam okazji czytać i chyba sobie odpuszczę, skoro piszesz że książka jest zła… Poza tym jakoś nie specjalnie lubię książki o wampirach ;).

  5. Marnowanie czasu z tego co widzę. Nie będę się za nią rozglądać 🙂

  6. Boże! Jak ja cię kocham za ten tekst!!! 🙂 🙂 obsypałabym Cię tutaj serduszkami ale nie umie xD Jaa ale fajnie, sesesese coś pięknego, u ciebie krytyka to jak fajerwerki na sylwestra! xD

  7. I znów… krwiopijcy. Niee, zupełnie mnie nie ciągnie do wampirów. Ten temat w literaturze staje się już naprawdę uciążliwy.

  8. Ogólnie nie przepadam za książkami o wampirach, wilkołakach itp. i już sama okładka jakoś mnie do tej powieścinie zachęca. Dobrze, że potwierdzasz, że nie da rady jej czytać

  9. Nie słyszałam o tej książce i chyva jej nie przeczytam.

  10. Ta książka to dno i w sumie cieszę się, że i Tobie się nie podobała. Jak cierpieć, to grupowo, wtedy przynajmniej jest przyjemnie XD

  11. Huh! Z tego co kojarzę – mnie książka podobała się nieco bardziej niż tobie, ale fakt, że za cholerę nie umiem sobie przypomnieć dlaczego, skoro mam podobne zarzuty do twoich, sprawia, że ta pozycja nieco podupada w moich oczach. 😀 Wątek miłosny to był jeden wielki, nielogiczny żart. Element, który w książkach powinien być zakazany, bo robi z nastolatek idiotki. W sensie – serio. Zakochać się w swoim oprawcy. To jest syndrom sztokholmski poziom hard. :/
    Pozdrawiam,
    Sherry

  12. Odetchnęłam z ulgą, bo już myślałam, że Ci się spodoba 😉 Tymczasem to największy gniot jaki czytałam, w dodatku z najgłupszą istniejącą bohaterką. A ta cała kwestia Bohaterki na końcu dosłownie rozwaliła mnie na łopatki. KJesiennej róży nie czytałam i nie zamierzam, ale moja przyjaciółka mówi, że było lepiej niż w pierwszym tomie, więc może przebrniesz 😉

Dodaj komentarz

Close Menu