Fragment: Splątany warkocz Bereniki – Anna Gruszka

W sobotę prezentowałam zapowiedź “Splątanego warkocza Bereniki”, a dziś dla zachęty podsyłam jeszcze fragment powieści, która może przerażać swoją objętością, ale i kusić tym co w sobie zawiera!

Zza
drzwi dochodził do niej jego podniesiony głos, chyba z kimś rozmawiał, pewnie w
sprawie pracy. Jego głos był mocny, dźwięczny i zdecydowany. Wydawało jej się,
że słyszy podniesione „nie, nie, nie”. Trochę ją to zaniepokoiło, ale nie
chciała go podsłuchiwać. Wróciła do lawendy rozkwitającej na łóżku i
uświadomiła sobie, że prawdopodobnie szykuje to miejsce dla jakiejś panienki,
którą on pewnie bardzo szybko przyprowadzi, żeby pokazać  nowe mieszkanie.

Z
zamyślenia wyrwał ją huk tłuczonego o ścianę szkła, za chwilę jeszcze jeden i
jego przekleństwo.
– Kurwa,
kurwa!…
Wpadła
przerażona do salonu. Stał koło stołu, a w ręce trzymał kolejną szklankę.
Zdążyła mu ją wyrwać, zanim ta podzieliła los swoich dwóch poprzedniczek.
– Co się stało?
Piotr! Co się stało? – była przerażona, przez głowę przelatywały jej najgorsze
myśli, których nawet nie dało się wyartykułować. – Piotr, co się stało?!
Był blady,
wkurwiony i zdezorientowany. Jego wzrok biegał po pokoju i nie mógł zatrzymać
się na żadnym przedmiocie.
– Piotr! – Cały
czas trzymała go za uniesioną dłoń, w drugiej trzymając ocalałą szklankę. –
Słyszysz?
– Nic, nic –
pokręcił głową – nic się nie stało, nic się, kurwa, nie stało!
Przestraszyła
się jeszcze bardziej, bo nigdy go nie widziała w takim stanie. Poczuła paniczny
lęk w brzuchu i zachciało jej się wymiotować ze strachu.
– Powiedz, co
się stało – prosiła łamiącym się głosem. – Proszę, Piotruś… 
Trzymana
przez nią jego ręka zaczęła powoli wiotczeć, więc ją puściła. Podszedł do
lodówki i nalał sobie wodę, wypił powoli, a później z całej siły rzucił
szklanką o ścianę.
Ze
zdziwieniem zauważyła, że w tym miejscu pozostał tylko niewielki ślad po
śmierciach szklanek. Następnie, tak jak w filmach na zwolnionych zdjęciach,
przypomniała sobie jedną z imprez w akademiku, kiedy upojeni alkoholem,
zbierali wszystkie puste butelki z piętra i zabawiali się, tłukąc je o
kaloryfer w pokoju kumpla. Oczywiście gdy wytrzeźwieli, mieli niezłego kaca
fizycznego i moralnego. Na całym piętrze nie było całej szklanki i dosyć długo
sprzątali. To był jej jeden z bardzo nielicznych chuligańskich wybryków, ale
piętno wandala na lata wgryzło się w jej dziwnie pokręconą moralność.
Chyba
była w lekkim szoku po jego zachowaniu, bo nie potrafiła się skoncentrować na
nim ani na jego wściekłości. Siedział na kanapie i łapczywie palił papierosa.
Usiadła naprzeciw niego, poszukała swoje fajki i zapaliła. Powoli też się
uspakajała i czekała.
– Powiedz –
poprosiła przez łzy.
Zaciągnął się
dymem, zgasił papierosa i zapalił nowego.
– Kojarzysz
Roberta ode mnie z pracy? – Kiwnęła głową – Miał bardzo poważny wypadek, nie
wiadomo co z nim będzie. Szef właśnie dzwonił. To stało się trzy godziny temu,
operują go. Ma jakieś poważne obrażenia wewnętrzne i chyba złamany kręgosłup. I
kiepskie notowania, kurwa, taki chłop… – Głos mu lekko drżał.
Mogłaby
go teraz przytulić, ale to nie wpisywało się w klimat ich związku. Raczej nie
pozwoliłby jej na to.
– Ale to
jeszcze nic! Mamy zobowiązania finansowe i projektowe. Robi za 6 tygodni miał
wyjechać, ale tak się stało, więc nie pojedzie. Najważniejsze, żeby przeżył.
Następny w kolejce jest Zbychu, ale jego żona za dwa miesiące ma urodzić
bliźniaki, więc on nie da się ruszyć, powiedział, że raczej odejdzie z firmy
niż wyjedzie. I tu jest najlepsze, słuchaj! – Zaśmiał się gorzko. – Wiesz kto
pojedzie? – Już wiedziała. – Ja! Kurwa! Ja! Bo jestem jedyny na tyle
zorientowany w projekcie, że dam radę. Ja, kurwa, bo jestem cały i zdrowy. Ja,
kurwa, bo nie mam żony i dzieci w drodze. Ja, samotny, pieprzony, zdrowy
kawaler.  Kawaler, który właśnie miał
spędzić pierwszą noc w swoim nowym mieszkaniu. Kurwa…
Zapadło
milczenie. Próbowała coś powiedzieć, ale nie mogła zebrać myśli. Powinna
pocieszyć, zapytać, ale miała totalną pustkę w głowie.

Australia…  na półtora roku – wyjęczał.
 – O kurwa – powiedziała bezgłośne.
Tak
właśnie na zwolnionym filmie rozpada się czyjś świat. Powolutku, metodycznie
odpadały jego kawałki i docierała bolesna prawda o jej zasranym życiu. A raczej
o symulacji jej życia. Bo nie chodziło tutaj bynajmniej o niego, ale o nią. O
nią bez niego. Bez faceta, który był dla niej całym światem. Prawda, uciekała
od niego przez ostatnie dziewięć lat, czyli przez całe dorosłe życie. Dwa razy
na poważnie – do Stanów i teraz do Anglii. Ale będąc tam, wiedziała, że on tu
jest i czeka na nią. Dopóki ona go zostawiała – 
było dobrze, znaczy nie było dobrze, nie było fair. Ale była to jej
zdroworozsądkowa decyzja. A teraz ktoś go do tego zmusza. Gdyby zrobił to sam,
zrozumiałaby, że musi od niej odpocząć. Ale to ktoś zabiera go od niej. Ich
relacje i tak były wyjątkowo popieprzone, nikt nie musiał tego dodatkowo
komplikować. Stanęły jej przed oczami kolejne samotne święta, urodziny,
beznadziejne urlopy i denne imprezy. Bez niego. Fakt, jest podłą egoistką,
myśli tylko o sobie. Odważyła się spojrzeć mu w oczy. Pierwszy raz nie było tam
nic. Pustka. Niemyślenie. Zazwyczaj była tam ironia i dowcip, odrobina
pożądania i dużo miłości. A teraz nic.
Nie
myślał. Czuł się tak, jakby wywaliło mu bezpieczniki, jakby nie miał władzy nad
sobą i własnym życiem. „Kurwa. Pozbieraj się, chłopie, dasz radę”.  Miał 29 lat i nadzieję, że „zakotwiczył”. A
tu co? Dupa! I znów będzie się musiał pakować i rezygnować ze swoich planów, a
trochę ich było. Nie miał ochoty jechać na drugi koniec świata i organizować
sobie życie od nowa. Popatrzył na nią. Siedziała ze łzami w oczach i Bóg jeden
raczył wiedzieć, o czym teraz myślała. Nie był znawcą kobiecej psychiki,  ale ją znał i widział, że była zrozpaczona.
Wyglądała jak mała, opuszczona dziewczynka, która nie wie, co ją czeka.  I która bardzo się boi. Chciałby wstać i ją
przytulić, ale to nie wchodziło w zakres jego obowiązków.
– Posłuchaj –
powiedział łagodnie, ale ona chyba nie mogła go słyszeć. – Posłuchaj… To tylko
półtora roku i wrócę, oczywiście może się przedłużyć. Przy takich projektach 2
lub 3 miesiące obsuwy to norma. Jeżeli nie pojadę, stracimy kontrakt, zapłacimy
takie odszkodowanie, że firma padnie. Szef pójdzie z torbami, Zbyszek z żoną i
bliźniakami na bruk, Robi ze swym zdrowiem… Ja stracę pracę i mieszkanie. –
Kiwała głową, że rozumie, ale docierały do niej tylko wyrazy bez ich znaczenia.
– A poza tym płacą fantastycznie, to są pieniądze na jakie tutaj musiałbym
pracować 6 może 7 lat. Zdobędę doświadczenie, kontakty, wrócę z lepszą pozycją.
 Sam akurat w to nie wierzył, bo argument
finansowy nie był najważniejszy.
– Szkoda mi
tego mieszkania. – Rozejrzał się po pokoju, zawiesił wzrok na magicznym
żyrandolu. – Może przeprowadziłabyś się tutaj? Nie chcę go wynajmować obcym
ludziom, a zostawiać puste… – Nie odezwała się. – Mogłabyś je wykończyć, tamte
pokoje. – Machnął  ręką w tamtą stronę.
Myślał
o wszystkim, albo starał się nie myśleć o najważniejszym. Milczała. Spojrzała
na zegarek – dochodziła 21. Musiała się zbierać, ale nie miała siły. Pod
szczytową ścianą leżała kupka szkła, reszta rozprysnęła się po pokoju. Wstała
jak na automatycznym pilocie, odszukała zmiotkę i śmietniczkę.  Ostrożnie stanęła pomiędzy okruchami szkła i
zaczęła je zamiatać. Banalne porównanie – czuła się jak te szklanki, rozsypała
się po pokoju i w żaden sposób nie mogła się pozbierać. Więc zamiatała się na
tę śmietniczkę i planowała wyrzucić się do kosza.
– Zostaw,
poodkurzam jutro – powiedział łagodnie.
Myślała
nad tym szkłem. Kiedyś oglądała program o wyburzaniu obiektów w środku miasta.
Zapamiętała jedną akcję; wysadzali stary budynek w centrum miasta i nie
uszkodzili nic dokoła. Na zwolnionych zdjęciach blok osuwał się w siebie.
Zapadał, a wkoło był tylko kurz i huk, ale nic się nikomu nie stało. Jej
budynek właśnie się zapadał sam w siebie.
Stała
przy stole i bezmyślnie wpatrywała się w błyszczące okruchy. Musiała iść do
domu, by wreszcie się wypłakać. Biedna, mała dziewczynka. Podszedł do niej i
ostrożnie wyjął z jej rąk zmiotkę  i
śmietniczkę. Została pustymi rekami.
Nie
pomyślał o wykorzystaniu okazji. Pochylił się i pocałował ją miękko, suchymi
ustami. To była może trzysekundowa chwila. Odsunął się na kilka centymetrów.
Nawet nie drgnęła, podniosła tylko na niego puste oczy. Pochylił się jeszcze
raz, pocałował już mocniej, wilgotniej, ale jeszcze tak, że mógł się w każdej
chwili wycofać. Nie oddała mu pocałunku, ale też się nie broniła. Stali przez
chwilę z opuszczonymi rękami i wpatrywali się w siebie. Nie rozumiał jej oczu.
Pochylił się trzeci raz, mocno po męsku, rozchylił jej usta i zaczął całować.
Zdecydowanie, tak naprawdę, jak całuje się z ukochaną kobietą. Dopiero teraz
zdecydował się ją dotknąć. Chwycił ją mocno za przedramiona i trzymał,
zaciskając dłonie. W cichym pokoju słychać było tylko ich oddechy. Oddawała mu
pocałunek i pozwalała jego językowi błądzić w jej ustach, po zębach, spotykać
swój język.
Nigdy
się tak nie całowała, nigdy nie czuła bólu w podbrzuszu od pocałunku. Zabrakło
jej oddechu, serce niebezpiecznie wędrowało do gardła.
 Cały czas patrzyli sobie w oczy i nie zamknęli
ich nawet na chwilę. Żeby nie zapomnieć z kim teraz są. Znaleźli się w dziwnym
punkcie – mieli dwa wyjścia: albo odskoczyć od siebie i przepraszać się
niezręcznie, albo iść dalej. Byli dorośli i wiedzieli, czym się to skończy.
Poczuła jeszcze mocniejszy uścisk na ramionach, nie przestawał jej całować, ale
odsunął się pół kroku i chciał, żeby poszła za nim. Nie dała się poprowadzić,
teraz ona go całowała, przejęła kontrolę nad jego ustami. Chętnymi i bardzo
smacznymi. Położyła mu delikatnie dłonie na ramionach, żeby nie stracić jego
uścisku.
I
wtedy zrobił to jeszcze raz, pociągnął ją delikatnie w stronę sypialni. Już nie
oponowała. Szli powolutku, aby każde mogło się jeszcze wycofać, aby mieć
jeszcze czas do namysłu. Tylko o czym tu można jeszcze myśleć? Spokojnie, guzik
po guziku, rozpinał jej bluzkę, która spadła na podłogę.  Pomyślał tylko, że jeżeli ceną za ten jedyny
raz ma być wyjazd, to warto ją ponieść. Marzył o tej chwili i jeśli to ma
zniszczyć wszystko, to niech się stanie.
Zatrzymali
się przed łóżkiem, odsunął się od niej odrobinę.  Powoli ujęła brzeg jego koszulki i pomogła mu
ją zdjąć.  Dawała mu znak, że nie ma już
odwrotu. Całował jej dekolt, szyję, zszedł niżej na piersi, powoli zdejmował
ramiączka stanika. Uwalniał jednym doświadczonym ruchem jej piersi. Usiadł na
łóżku, a ona stanęła pomiędzy jego kolanami, błądził ustami po jej brzuchu,
rozsupłując pasek przy spodniach. Powolnym, miękkim ruchem zsunął je z bioder.
Pięknych, kruchych i opalonych. Stanął znów przy niej, całował milcząco i
zsuwał swoje spodenki. Popchnął ją na łóżko, podtrzymując jedną ręką.  Gdy posuwała się w górę do poduszek, wzdłuż
niedbale rzuconej kołdry, uwolnił się z bokserek. Szedł za nią, nad nią,
prowadzony jej ustami, na czworaka. Włożył palec za gumkę jej majtek, a ona się
z nich wyślizgnęła. Spojrzała na niego. Był wielki i bardzo gotowy. To
nieprawda, że rozmiar się nie liczy, liczy się, zwłaszcza w takich momentach.
Jęknęła, gdy położył się między jej udami i wszedł w nią. Oparł łokcie po
obydwóch stronach jej głowy. Poruszał się powoli, ale zdecydowanie, wiedział
czego chce, czego chcą oboje. Chcieli siebie. Zamknęła oczy i zaczęła zapadać w
błogość.
– Spójrz na
mnie – poprosił szeptem.
Odnalazła
jego wzrok, trzymał ją na uwięzi oczami, ustami. Poruszał się mocno,
rytmicznie, jakby się bał, że zaraz wymknie się spod niego. Tłumił jej krzyki
swoimi ustami, aż wreszcie zamarł na sekundę, by opaść tuż przy jej uchu,
ciężko oddychając.
Zsunął
się z niej i naciągnął kołdrę. Drżała. Oddychał jej włosami, jej uchem, jej
szyją. Uspakajali się. Milczenie nie było kłopotliwe, pokrywało ich dziwne
niedokończone rozmowy, kłótnie, dwuznaczności.
Nie
chciał dotykać jej nachalnie, jeszcze nie teraz. Leżał tylko przy niej i
obserwował jej profil.
– Dziewięć lat
wyobrażałem sobie nasz pierwszy raz, ale to przeszło moje najśmielsze
oczekiwania – powiedział stłumionym głosem.
Jakby
ktoś wylał jej na głowę kubeł zimnej wody. Odsunęła się od niego, usiadła na
brzegu łóżka, odwracając się plecami. Zamknęła poduszkę w ramionach i próbowała
pozbierać myśli. Podniósł się i językiem smakował jej kręgosłup.
– Drugi raz w
życiu widzę w całości twój gwiazdozbiór – mruczał w jej plecy.
Zerwała się
łóżka.  Spojrzał na nią zaskoczony.
– Nie
powinniśmy byli tego robić – powiedziała 
bladymi wargami.
– Zostań na noc
– poprosił łagodnie.
– Nie
powinniśmy tego robić! – prawie krzyknęła.
– To było
najwspanialsze…
– Słyszysz, co
do ciebie mówię! – Przerwała mu. – Nie powinniśmy byli tego robić! – Zakładała
bieliznę, miotała się w poszukiwaniu ubrań.
– Poczekaj.
– Nie! –
krzyknęła. – Nie powinniśmy byli tego robić. Czy ty słyszysz, co ja do ciebie
mówię?
– A ty nie
słyszysz, co ja mówię? Że to było najwspanialsze wydarzenie w moim życiu i że
cię kocham!
Zamarła ze
spodniami zaplątanymi w okolicy kolan.
– Nie
powinniśmy byli tego robić – wyszeptała.
Jezu,
kobieto! – Przeczesał włosy obiema rękami. – Czemu nie? – Wyskoczył z łóżka i
zakładał bokserki.

– Bo jesteś moim bratem a ja
twoją siostrą! Tak ciężko to pojąć? Jesteśmy rodzeństwem!

Ten post ma 21 komentarzy

  1. Łooooooo. Okej. Zdecydowanie KUPUJĘ tą książkę.
    Pozdrawiam!
    Sherry

  2. Nie czytam fragmentu, bo czekam na całość i nie chce się już teraz za bardzo nakręcać 🙂

    1. No może i dobrze robisz, bo ja teraz siedzę jak na szpilkach. 😉

  3. Ludzie tak reklamują tę książkę…a mnie – szczerze – odstrasza sama okładka:P

  4. Jestem bardzo ciekawa książki, ale poczekam na pierwsze recenzje 🙂

  5. Ciekawi mnie Twoja recenzja na temat tej książki. Będę na nią czekać z niecierpliwością.

  6. O jasna cholera… xD Dobra, jestem przerażona i zaintrygowana. Miałam poczekać na pierwsze recenzje, ale TO jest nawet lepsze 😀 Z pewnością sięgnę po tę książkę 😀

  7. Za dużo tej książki wszędzie i trochę mnie to przytłacza. Do tego fragment kompletnie mnie nie przekonuje. Na pewno jej nie przeczytam, nie moje klimaty.

  8. Fragment przedstawia się dość ciekawe, ale to jedynie fragment. Obawiam się, że na dłuższą metę książka zostałaby odrzucona odrzucona w kąt.

  9. Miałam nie czytać fragmentu. Miałam go zlekceważyć. Ale co tu dużo mówić- zawsze robię na odwrót 😉
    Przeczytałam i… ohoho, gorąco mi się zrobiło 🙂 Fragmencik nieco kontrowersyjny, ale to tylko zwiększyło mój apetyt. Czekam z niecierpliwością na premierę. Zobaczymy co autorka wymyśliła, że rozciągnęło się to aż w 600 stronach.

Dodaj komentarz

Close Menu