„Dziewięć mil w dół” (reż. Anthony Waller)

Ostatnimi czasy rzadko kiedy natrafiam na horrory,
które choćby minimalnie mnie poruszyły. Prawdę mówiąc, większość z nich jest
przewidywalna i zwyczajnie… śmieszna. Do „Dziewięciu mil w dół” (reż. Anthony
Waller) podchodziłam bez wielkich nadziei, może tylko z tą jedną, że po piętnastu minutach nie zacznę smacznie
chrapać. Okazało się, że czekało mnie wielkie zaskoczenie, bo nie dostałam byle
jakiej produkcji z jakimiś psychopatami, klątwami, mutantami… Mogłabym wymieniać
bez końca. Nie, trafiłam na coś, co skupia uwagę, wywołuje dreszcze i sprawia,
że w myślach powtarzam mantrę „to tylko film, to tylko film”.
W pewnej stacji badawczej na Saharze prowadzone są
tajne odwierty głębinowe, lecz na skutek burzy piaskowej
utracono kontakt z uczestnikami ekspedycji. Specjalista do spraw
bezpieczeństwa, Thomas „Jack” Jackman (Adrian Paul) zostaje wysłany w celu
sprawdzenia, co się tam dzieje. Gdy mężczyzna dociera na miejsce, zastaje
opustoszałe pomieszczenia, na ścianach widnieją ostrzeżenia i tajemnicze
zaklęcia. Nazajutrz okazuje się, że Jack nie jest całkiem sam, odkrywa obecność
pewnej kobiety. JC (Kate Nauta) twierdzi, że należała do grupy badaczy; chce
ona jak najszybciej wyjechać z tego miejsca, ale Thomas dostaje wyraźne
polecenie, że obydwoje muszą zostać na stacji do czasu przyjazdu policji. W
trakcie oczekiwania na przybycie władz kobieta zdradza, nad czym pracowała wraz
z kolegami i ujawnia istotę dokonanego przez nich odkrycia. Co to było i jakie
okazały się konsekwencje ich działań?
Fabuła jest ciekawa i przemyślana. Czasem trąci
ogranymi schematami, jak przykładowo romans między dwójką głównych bohaterów –  prowadzi on jednak do dalszego rozwoju akcji.
Jack odkrywa przed JC swoją tragiczną historię, która okazuje się doskonałym
punktem zaczepienia dla kolejnych losów postaci. Omamy lub
wizje nachodzące mężczyznę są powiązane z jego przeszłością i sprawiają, że on
sam nie wie, co ma myśleć o dziejących się wydarzeniach. Spece od efektów
zasługują na uznanie, ponieważ w filmie zastosowano sporo komputerowych technik,
ale nie zauważa się sztuczności widocznej w wielu współczesnych produkcjach. Wszystko
wydaje się być realne i bardzo trafia do widza.
Jeśli chodzi o główne role, zdecydowanie na pierwsze
miejsce wysuwa się Kate Nauta, która spowodowała, że w głowie miałam prawdziwy
mętlik i sama już nie wiedziałam, co jest prawdą, a co wymysłem. Doskonale
wczuła się w odgrywaną postać i idealnie też do tej roli pasowała. Gesty, mimika,
zachowanie – wszystko dopięte na ostatni guzik. Tego samego nie mogę niestety
powiedzieć o Adrianie Paulu. W chwilach, gdy musiał być poważny i stanowczy (na
początku), radził sobie bardzo dobrze, ale na końcu jego gra zaczyna być
słabsza i mało autentyczna. Ogólnie nie jest jednak tragicznie i można
przymknąć na to oko.
Film jest, moim zdaniem, bardziej z gatunku
psychologicznych aniżeli horrorów. Jak już wspomniałam wyżej, wywarł mocne
wrażenie.
„Dziewięć mil w dół” okazało się nieprzewidywalne
do samego końca, zaskakujące, wywołujące niepokój i
dreszcze. Najważniejsze jednak, że na te osiemdziesiąt trzy minuty przykuło
moją uwagę, sprawiło, że ze skupieniem oglądałam kolejne sceny,
próbując rozgryźć, jak to w końcu naprawdę jest. Ostatecznie i tak nie
dowiedziałam się, co było prawdą, a co fikcją. Lubię takie niedomówienia, to,
że trzeba się skupić na tym, co oglądam, i zwracać uwagę na detale.
Reasumując, „Dziewięć mil w dół” okazało
się bardzo dobrym i godnym polecenia filmem. Posiada pewnie niedociągnięcia,
ale niezbyt przeszkadzają one w oglądaniu. Warto zwrócić uwagę, jak ludzki
umysł może działać po traumatycznym wydarzeniu. Twórcy poruszyli ciekawy temat,
nie zepsuli świetnego pomysłu i przykuli moją uwagę.
Polecam osobom, które lubią oglądać produkcje z psychologicznymi wątkami i mają
w miarę mocne nerwy.
TEKST STANOWI OFICJALNĄ RECENZJĘ DLA PORTALU Efantastyka

Tytuł
oryginalny:
Nine Miles Down
Kraj
produkcji:
Australia, USA, Węgry, Wielka Brytania
Język: Angielski
Czas
trwania:
83 minuty
Reżyseria: Anthony
Waller
Scenariusz: Everett De Roche,
Anthony Waller
Premiera: listopad 2009 (świat)

Obsada: Adrian
Paul, Kate Nauta

Ten post ma 8 komentarzy

  1. Lubie od czasu do czasu oglądnąć wstrząsający horror 🙂 (w słowie listopad zakradła się literówka)

    1. To ten powinien Ci się spodobać, polecam Ci też obecność z 2013 roku, ten to mi się podobał! 😉

      Dzięki za zwrócenie uwagi 😉

    1. Nieee, tak wyszło, że go dostałam i oto jest recenzja. Ale może być, że czasem jakaś recenzja filmu się trafi. Zdecydowanie jednak wole opiniować książki 😉

  2. Choć nie lubię książek o takiej tematyce, to na filmy kuszę się bardzo często. O powyższym jeszcze nie słyszałam, ale jest spora szansa, że obejrzę go w najbliższym czasie. Szczególnie plusuje dla mnie to, że nie jest to typowy straszak, ale sporo w nim psychologii, którą bardzo lubię.

    Serdecznie zapraszam do mnie: http://kulturka-maialis.blogspot.com/

    1. Też nie przepadam za czytaniem horrorów jakoś do mnie nie przemawiają, ale filmy to już zupełnie inna bajka. Szkoda tylko, że teraz mało kiedy jest coś fajnego w tym gatunku do oglądania.

  3. A ostatnio miałam chęć na jakiś dobry film. Zapamiętam tę pozycję! 🙂

    1. O widzisz 😉 Na drugi raz pisz prywatnie to Ci coś polecę 😉

Dodaj komentarz

Close Menu