Życie czy życie?

   „Bo to, co
nam się wydarza, jest epickie. To jest coś takiego, o czym piszą w książkach i
kręcą filmy. Epopeje są trudne, Kale. Oznaczają krew, pot i łzy, ale są tego
warte.”*
   W twoim życiu zaszło ostatnio dużo zmian,
poznałaś prawdę o sobie, o tym co robi twój ojciec, odnalazłaś mamę i miłość. Musiałaś
uciekać i walczyć, wykazać się odwagą i sprytem. Musiałaś też dokonać wyboru,
którego teraz zaczynasz ponosić konsekwencje. Nie wiesz co będzie dalej, ale
jesteś pewna, że drugi raz postąpiłabyś tak samo, no może nie ze wszystkim, ale
nie zrezygnowałabyś za nic z tego teraz masz.
   Deznee jest szczęśliwa, odzyskała matkę
chociaż myślała, że ta nie żyje, ma chłopaka, którego kocha ponad wszystko i
którego udało się jej uratować. Chociaż musi się ukrywać przed swoim ojcem wie,
że warto. Spokój dziewczyny nie trwa jednak dłuo, okazuje się bowiem, że
pewnego dnia Dez traci odporność na śmiertelny dotyk ukochanego. Do miejsca, w
którym się ukrywają trafia Jade, ma ona pomóc Kyle’yowi zapanować nad jego
mocą, tych dwoje spędza ze sobą coraz więcej czasu, co ewidentnie martwi Dez,
bo widzi jak nowoprzybyła patrzy na jej partnera. Nie jest to jednak jedyny
problem siedemnastolatki, wielkimi krokami zbliża się jej osiemnastka, a
właśnie wtedy zaczną pojawiać się efekty Supermacji i nie wiadomo jak na nią
wpłyną. Jakby tego było mało, ojcowi 
nastolatki zależy na odzyskaniu Kyle’a, bo jest on najsilniejszą bronią
Denazen, aby mieć go powrotem posówa się do tego, że zatruwa córkę i daje jej
wybór – przyprowadzi chłopaka i dostanie antidotum, albo umrze. Dez zataja to
przed wszystkimi początkowo, bo wie jaka byłaby decyzja jej bliskich, a
szczególnie jego jednego. Co będzie jednak dalej? Wybierze życie czy
bezpieczeństwo swojej miłości?
   Po bardzo udanym pierwszym spotkaniu z
twórczością Jus Accardo pewna byłam, że w niedługim czasie zabiorę się za drugi
tom, ciekawiło mnie bowiem co jeszcze może wymyślić autorka oraz jak potoczą
się losy bohaterów. Blurb zapowiadał coś równie ciekawego, jak „Dotyk”, a więc
oczekiwania względem tej pozycji były duże, tylko czy nie oczekiwałam za dużo?
   Rzeczywistość, którą stworzyła Accardo
okazała się bardzo autentyczna.
Fabuła powieści jest starannie przemyślana i
dopracowana w każdym calu. Kontrast między dwoma światami jest mocno widoczny,
rzetelnie zobrazowany, a co najważniejsze całkiem  realny, a przecież występują w historii osoby
z mocami, co mogłoby powodować nie jaką sztuczność. Akcja toczy się szybko i
wartko, wydarzenia następują po sobie tworząc spójną oraz logiczną całość. Nie
znajdzie się tu momentów gdy nic się nie dzieje. Czyli powieściopisarka
umieściła w „Toksynie” wszystko to co poprzednio i dzięki temu utrzymała
poziom, pomimo tego, że nie ma tu nic nowego w sobie tylko znany sposób sprawia,
że powieść nie nuży i nie ma się wrażenia iż to już było, ukazuje wiele spraw
na nowo, interesująco.
   Już przy okazji recenzowania „Dotyku”
wspominałam, że byłam bardzo zadowolona z kreacji głównych bohaterów,
szczególnie Kyle’a. To jak odbierał świat, jaki był jego ciekawy oraz jego
bezpośredniość w wyrażaniu myśli oraz uczuć, wszystko to sprawiło, że bardzo go
polubiłam i żywiłam nadzieje, że z biegiem czasu to się nie zmieni. Na
szczęście autorka nie zawiodła mnie pod tym względem i nie zmieniła ani
chłopaka ani Dez, która może i ma tendencje do pakowania się w kłopoty, ale
bardzo silna i mądra. Cechuje się również niezwykłym uporem oraz odwagą. Dzięki
temu, że każda z postaci, nie tylko te główne, jest różna i nie do skopiowania,
a do tego realna w powieści występuje mieszanka osobowości, a dialogi i
sytuacje między nimi są pełne napięcia oraz emocji.
   „Toksyna” tak samo, jak i pierwszy tom trzyma
w napięciu od pierwszy do ostatnich stron, nie pozwala odetchnąć i zatrzymać
się choćby na chwilę, dzieje się dużo i szybko, ale bez problemu można się we
wszystkim połapać. Emocje wręcz wylewają się z każdej strony i uderzają ze
zdwojoną siłą. Nie da się nie przeżywać losów bohaterów, jakby bezwiednie
wciągnęły mnie wydarzenia i napotykane problemy, Wraz z nimi martwiłam się,
bałam i cieszyłam. Jus Accardo posługuje się lekkim piórem, prostymi oraz
krótkimi zdaniami pozwala wyobrazić sobie to co widzą bohaterowie. Dużym plusem
książki jest humor, nie raz i nie dwa wybuchałam niepohamowanym śmiechem.
Jedynie co mi się nie podobało to zakończenie, to znaczy, podobało mi się, ale
sprawiło, że chciałam bić głową ścianę. Naprawdę nie wiem jak można zostawić
czytelnika w takiej niepewności co będzie dalej, taki finał był do
przewidzenia, bo przecież trzeba budować napięcie, ale i tak wywołał jek
frustracji i zapoczątkował niecierpliwe oczekiwanie na kontynuacje.
   Drugi tom Denazen jest równie dobry, co
pierwszy. Wciąga, intryguje, jest lekka i momentami bawi, nie brak w niej
tajemnic, niedomówień oraz dreszczyku niepewności. Śmiało mogę powiedzieć, że jest
to jeden z lepszych cykli fantasy narybku wydawniczym, jaki mam okazję czytać. Z
mojej strony pozostaje mi tylko polecić i życzyć równie udanej lektury.
*cytat pochodzi z książki
Autor:
Jus Accardo
Tytuł:
Toksyna
Wydawnictwo:
Dreams
Rok
wydania:
4 listopada 2013
Liczba
stron:
416
Denazen:
Dotyk | Toksyna
Książka
przeczytana w ramach wyzwań czytelniczych: Serie
na starcie

Ten post ma 6 komentarzy

  1. Jestem właśnie w trakcie czytania "Toksyny" i jak na razie jestem jak najbardziej na tak 😀

  2. Nie słyszałam o tej książce. Widzę, że wydawnictwo Dreams wzięło się za fajne lektury, to już kolejna książka, która ma dobre recenzje.

    1. O tak, Dreams ma na prawdę ciekawą ofert wydawniczą, zdarzyło się Bujaczkowi czytać słabszą książkę, ale nawet ją miło wspomina 😉

  3. Nie ciągnie mnie do tej serii "aż tak bardzo", ale jesli kiedy spotkam w bibliotece, lub na jakiejś promocji bardzo chętnie ja przeczytam.

    1. Bujaczek liczy, że jeśli to nastąpi to seria przypadnie Ci do gustu 😉

Dodaj komentarz

Close Menu