„Jeśli w twoich oczach jest ona, niebo znika.”*

            „Nie wiemy, kiedy, ale wiemy, że będziemy
musieli się obudzić. W snach niebiańskie wątki ciągną się jak ścieżki osnute
porannymi mgłami zbliżającego się dnia. Idealny moment nie czeka nigdy. Spada
na nas nieoczekiwanie,  w jednej chwili
swego tajemniczego spełnienia. A my musimy dążyć do niego z oczami szeroko
otwartymi w ciemności.”**
            Pierwsza
miłość to tak jakby odkrywanie nowego terenu, na którym trzeba bardzo ostrożnie
stąpać. Nieśmiałe pocałunki, gesty i dotyk, nieznane uczucie i wieczna
tęsknota. Uczucia tak piękne, że aż trudne do opisania. Wszystko jest nowe, do
poznania i zrozumienia. Tak czyste i nie winne, że aż trudno uwierzyć, że w
niektórych przypadkach nie ma racji bytu. Jednak po co los łączy, by za chwilę
rozdzielić? Czy w tym szaleństwie jest choć odrobinę sensu?
            Greta
i Anselmo są w sobie zakochani i razem przemierzają rzymskie uliczki na swoich
rowerach. Ona wie czym zajmuje się ukochany oraz kim jest. Nie wie jednak, że
przez to co czuje do niej jego zadanie jest utrudnione. Bo gdy zobaczy światło
na wietrze, nie może oderwać od niego wzroku, Anselmo jednak odwraca często
swój wzrok ku Grecie, a światło rozpływa się i zagubiona wiadomość przepada, a
wraz z nią jedna idealna chwila. Tuż obok toczą się również losy Lucii oraz
Emmy, które również stały się posiadaczkami rowerów. Czy ich historie również
zostaną naznaczone tym pięknym uczuciem? Jaką drogę obierze chłopak?
Rozwiązanie tej historii nie jest wcale takie oczywiste jak mogłoby się
wydawać.
            Parę
dni temu miałam przyjemność przeczytać pierwszą część z serii Wiatr i niestety
nie okazała się być ona tak dobra jak oczekiwałam, ale nie była znowu taka zła.
Dlatego też od razu zabrałam się za kontynuację, która bardzo mnie ciekawiła, ale
wobec, której nie miałam już tak wielu oczekiwań. Czy mimo to i tak się
rozczarowałam?
            O
ile pierwsza część mogła zaskoczyć potencjalnego czytelnika tematem zagubionych
wiadomości, o tyle w tej już tego motywu zaskoczenia brak. Fabuła jest nadal
dobrze skonstruowana, akcja (a może jej brak?) toczy się bardzo powoli. Tym
razem Dubini skupiła się bardziej na emocjach. Grety i Anselma, ale również
Lucii i Sciągalle oraz Emmy, która musi poradzić sobie z tym co spotkało ją
poprzednio, nie pomaga jej fakt, że ciągnie ją do tego, który ją skrzywdził.
Nie brak tu emocji, pierwszych pocałunków, chodzenia za rękę, wspólnych
przejażdżek rowerem. Ale obok tych pozytywnych emocji jest i rozczarowanie,
strach, niepewność, a nawet złość. Wszystko się ze sobą łączy i tworzy spójną
całość, która ma swoje podłoże we wcześniejszych wydarzeniach. I tym razem nie
zabrakło pięknych opisów miejsc oraz wydarzeń. Jeśli chodzi o postacie, nie
zaskakują one niczym nowym. Są tacy sami jak w poprzednio, a nawet trochę
irytujący w tym co robią.
            W
tej powieści jeszcze bardziej niż w „Wiadomość do mnie” brakowało mi
zaskoczenia czymś nowym, albo chociaż obranym kierunkiem wydarzeń. Tym razem
dopiero zakończenie wprowadziło mały zamęt w moje przypuszczenia, ale przecież
to nie koniec serii, więc to raczej zrozumiałe. Tak jak poprzednim razem, tak i
teraz nie zżyłam się z bohaterami za specjalnie, ani nie wczułam w akcje. Łatwo
było mnie rozproszyć i prawdę mówiąc czasem mi się czytanie dłużyło. Ale, ale.
Nie było też tak do końca źle. Pomimo kilku cięższych momentów książkę czyta
się szybko, a język jakim została napisana bardzo podnosi moją ocenę. Jest
piękny, delikatny i poetycki. Myśli zawarte między słowami trafiają prosto do
serca i umysłu. Mimo tego, że książka jest o zagubionych wiadomościach i ich
posłańcach, i rzeczywiście gdzieś tam między wersami mogłam odkryć trochę
więcej faktów, głównie jednak opisuje uczucia nastolatków. Ich wzloty i upadki.
Książka nie jest świetna, ale nie jest też zła. Odrobinę gorsza, od
poprzedniczki, ale i tak dobra.
            „Jaskółczy
lot” polecam zdecydowanie tylko tym, którzy czytali część pierwszą. Młodsze
grono czytelników będzie miało okazje poczytać tak jakby o swoim życiu, a
starsze nie wątpliwie zachwyci się pięknym stylem jakim została napisana powieść.
Uprzedzam tylko, by nie mieć względem niej zbyt wygórowanych oczekiwań, tylko
potraktować jako lekką lekturę. Wtedy na pewno spędzi się z nią miło czas..
*cytat pochodzi z książki
**str. 45
Autor: Miriam
Dubini
Tytuł: Jaskółczy
lot
Wydawnictwo: Dreams
Rok wydania: 27 czerwca
2013
Liczba stron: 200
Wiatr:
Wiadomość do mnie | Jaskółczy lot

Ten post ma 6 komentarzy

  1. Może kiedyś… Na razie się wstrzymam, nie za bardzo ciągnie mnie do tej książki…

    Pozdrawiam

  2. Hm.. czuję, że książka mogłaby mi nie przypaść do gustu, więc raczej sobie daruję.

  3. Uwielbiam takie lekkie lektura. A pora jest odpowiednia akurat.

  4. 1 część bardzo mi się spodobała. Jeśli gdzieś znajdę 2 cz to z chęcią przeczytam.

    Nominowałam Cię do Liebster blog. Szczegóły znajdziesz u mnie na blogu 🙂
    Pozdrawiam ;]

Dodaj komentarz

Close Menu