Złe anioły?

            „Wszystkie uczucia
wpycham do sejfu i zatrzaskuję za nimi grube, trzymetrowe drzwi – na wypadek,
gdyby któremuś zachciało się wydostać.”*
            Od zawsze wierzymy, że jest coś, a może ktoś kto nad nami
czuwa i dba o to by nie stało się nam nic złego. Niektórzy twierdzą nawet, że
czują jakby ktoś nimi kierował i podpowiadał w trudnych momentach. Oczywiście
mowa o aniołach, istotach, do których się modlimy i które uważamy za istoty bez
skazy. Co byśmy zrobili gdyby prawda wyglądała inaczej? A gdyby tak tym boskim
istotom nie zależało na ludzkim życiu, gdyby uważali nas za coś zbędnego i
słabego?
            Penryn jest nastolatką, która od jakiegoś czasu musi sama
zadbać o rodzinę. Jej mama ma schizofrenię, a siostra jest niepełnosprawna
ruchowo. Cała ta sytuacja nie byłoby może tak straszna, gdyby mogła liczyć na
pomoc innych. Niestety w czasach, które nadeszły każdy może liczyć tylko na
siebie. Na ziemi zapanował chaos oraz ciemność, a to za sprawą zejścia na
ziemię aniołów, które zniszczyły świat jaki znała.  Od tego momentu nastolatka stara się z dnia
na dzień zapewnić rodzinie bezpieczeństwo, obawia się nie tylko zdradliwych
aniołów, ale i ludzi. Gdy pewnego dnia wyrusza w drogę do innej kryjówki staje
się mimowolnym świadkiem walki aniołów. Nie wiedzieć czemu pomaga temu, który
jest atakowany. Niestety efektem jej działań jest porwanie Paige, młodszej
siostry. Zdesperowana dziewczyna jest gotowa współpracować z najgorszym wrogiem,
aby ją uratować. Czy Penryn uda się uwolnić siostrę? Jak potoczy się jej współpraca
z wrogiem?
            Na chwilę obecną na rynku wydawniczym książek o aniołach jest
dużo i tak jak w przypadku innych powieści o istotach fantastycznych jedne są
lepsze, a drugie gorsze. Zależy to od tego jak autor wykorzysta swoje
możliwości. O „Angelfall” czytałam na długo przed premierą i muszę przyznać, że
od razu zaintrygowała mnie wizja świata jaką przedstawiła Ee. Anioły, do
których się modlimy i uważamy za ideały jako złe istoty? Tego jeszcze (chyba)
nie było. Z drżeniem serca zabrałam się za lekturę tej publikacji, ale okazuje
się, że mimo małych mankamentów nie było źle.
            Pierwsze co mi przychodziło na myśl po kilkudziesięciu
stronach to fakt, że nie da się tej książki przypasować do jednego gatunku, bo
tak naprawdę znajdują się tu wszystkie. Mamy w niej trochę horroru, paranormal
romance, postapokalipsy, dystopii no i oczywiście fantastyki. Do wyboru do
koloru, mieszanka trochę niebezpieczna, ale tym razem udana. Spodobało mi się
to jak Ee przedstawiła świat po ataku. Jak Toś słusznie zauważył jest on
ukazany na zasadzie kontrastu. Zło i dobro, prawda i fantastyka, smutek i
humor, prawdę mówiąc można byłoby wymieniać i wymieniać. Fajny pomysł
przeistoczył się w fabułę, która z miejsca ciekawi. Autorka nie bawiła się w
przydługie wprowadzenia i od razu przechodzi do rzeczy. Brutalność niektórych
scen wywołuje dreszcze i niedowierzanie, że tak może się dziać. Opisy są
rzetelne i bardzo obrazowe, jako, że mam dość dużą wyobraźnię niektóre sceny
widziałam aż nazbyt wyraźnie. Jestem odporna na obrazy jak z horroru, ale tym
razem mnie „ruszyły”. Ee szokuje i robi to dość skutecznie. Kolejnym plusem są
postacie, które cechują się niebywałym spokoje oraz humorem, nawet w
niebezpiecznych i trudnych momentach potrafili żartować. Każdy miał swoje
poglądy oraz wartości i się ich trzymał.
            Żeby nie było za słodko muszę wspomnieć również o
minusach, które są dość widoczne. Po pierwsze mimo ciekawej fabuły, książka mi
się strasznie dłużyła. Trudno było mi się za każdym razem na nowo wczytać i
wczuć w historię. Nie wiem za bardzo jak mam to inaczej określić, ale treść
wydawała mi się ciężka, pozbawiona tej lekkości, którą tak lubię. Chodzi mi tu
o to, że niektóre książki czytają się nie wiadomo kiedy i ze zdumieniem czytam
ostatnie zdanie. W przypadku „Angelfall” byłam świadoma każdej przewróconej
strony. Druga sprawa to jak na mój gust wszystko toczyło się zbyt szybko, w
jednej chwili byłam w jednym miejscu, a za chwile w drugim, by zaraz być w
trzecim. Nawet nie miałam kiedy przyswoić sobie tego wszystkiego. Druga sprawa
to łatwość z jaką pokonują drogę do celu. Niby było tam jakieś
niebezpieczeństwo, ale jestem pewna, że mogło być więcej przeszkód. No
naprawdę, spodziewałam się czegoś bardziej… bo ja wiem… realnego? Bo to było za
proste i wiało sztucznością.
            „Angelfall” nie jest jednak złą pozycją, tak naprawdę ta
książka jest bardzo dobra. Myślałam, że w trakcie pisania opinii wyjdzie mi, że
chcę obniżyć jej ocenę, ale jednak nie. Podobało mi się to, że mimo tego całego
(przepraszam za wyrażenie) syfu nadal jest miejsce na bezgraniczną miłość i
poświęcenie względem rodziny. Oczywiście jest wątek miłosny, ale choć od razu
domyśliłam się jaki będzie finał podobało mi się, że między dwójką bohaterów
nie ma nagłego wybuchu namiętności. Jest za to napięcie i obawa, ale również
drobne gesty i słowa, które ja jako czytelnik odbieram jako oczywistość, ale
bohaterowie są niepewni tego co się dzieje. Rodzi się między nimi coś wspaniałego,
powoli, bez fajerwerków. Ach ten mój romantyzm. Strasznie i się dłużyło
czytanie, ale fabuła wciąga. Akcja toczy się szybko i czasem trudno za nią
nadążyć, ale w ogólnym rozrachunku po przemyśleniu wszystkiego wydaje się być
bardziej do przyjęcia. Losy bohaterów mimo wszystko wciągają, szczególnie na
końcu powieści. Jestem bardzo ciekawa jak to dalej rozegra Susan Ee.
            Autorka miała naprawdę dobry pomysł na serię i jeśli
dalej będzie lepiej niż teraz ma szansę na stworzenie czegoś naprawdę godnego
uwagi, czegoś co z czystym sumieniem będę mogła polecać. „Angelfall” to
prawdziwa mieszanka gatunkowa, która może wywołać masę sprzecznych emocji. Nie
mogę jej polecić konkretnej grupie odbiorców, bo się nie da. Wydaje mi się, że
w przypadku tej pozycji każdy sam musi sobie wyrobić o niej zdanie. Ja, jeśli
mam być szczera, nadal do końca nie jestem pewna tego wszystkiego. 
*cytat pochodzi z książki
„Angelfall” S. Ee
Autor: Susan Ee
Tytuł: Algenfall
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 17
kwietnia 2013
Liczba stron: 316
Opowieść
Penryn o końcu świata:
Angelfall

Ten post ma 11 komentarzy

  1. Pierwsze, co mi się spodobało to nazwisko autorki 🙂 Dobra żartowałam, świetna recenzja, niby wykreśliłaś wady, ale nadal ciągnie mnie do tej książki. A z przewracaniem stron miałam ogromny problem przy "Starym człowieku…", ale jakoś skończyłam.

    Pozdrawiam.

  2. Oj nie trafił swój na swego. I tak bywa 🙂 Ja byłam zauroczona klimatem i jestem ciekawa jak to dalej się potoczy 🙂

  3. Lubie gdy autor nie ogranicza się jednego gatunku tylko miesza je ze sobą wedle woli i zgodnie z własnym pomysłem. Ogólnie taka drastyczna wersja aniołów bardzo mi się podoba więc może tę książkę kiedyś przeczytam. Sporym plusem jest również fakt, że mówisz iż najlepiej samemu sobie o niej wyrobić opinię, gdyż to znaczy że jest dość niejednoznaczna nawet dla Ciebie samej 😉 Świetna opinia 🙂

  4. Dobrze Irenko,że przeczytałam Twoją recenzję bo już byłam gotowa sprawić sobie tą książkę, ale jak Ty napisałaś,że wyobraźnia działała, to ja już nie mam niestety się nie pokuszę, szkoda..

  5. W tej chwili mam ochotę zakląć. Kolejna seria? Zastanawiam się czy pisarze nie potrafię napisać jednej dobrej powieści, która porwie czytelnika. Mam wrażenie, że większość pisze coraz gorzej i ciągnie cykle dalej robiąc z nich kolejne tasiemce i zarabiając tyle co na początku.
    Chętnie przeczytałabym tę pozycję, gdyby nie fakt, że to pierwsza część kolejnej serii. Gdyby mi się spodobała miałabym problem z kolejnym tomem, o ile wyszedłby w Polsce.

  6. Osobiście uważam, że wyszło super, książka mnie zachwyciła 😉

Dodaj komentarz

Close Menu